sobota, 15 września 2018

Rok we mgle - Michelle Richmond



Rok we mgle

 

Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
 
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2018

 
Abigail i Jake tworzą niemal doskonały związek. Oboje mają za sobą trudne przejścia. Ona musiała pogodzić się ze śmiercią ukochanego, on z rozstaniem się z żoną, która pewnego dnia po prostu „odeszła w siną dal”, porzucając męża i córeczkę.
Czas powoli zaleczył te rany i kiedy Abigail i Jake się spotkali, w ich sercach znalazło się już miejsce na nową miłość. Miłość dojrzałą, pełną obopólnego zaufania, zrozumienia, tolerancji dla drobnych słabości partnera.
Jake uwielbia swoją córeczkę Emmę, a dla Abigail dziewczynka stała się kimś więcej, niż tylko „dobrodziejstwem inwentarza”. Z przyjemnością zajmuje się dzieckiem i kocha je głęboko.
Sielanka trwa do czasu, gdy pewnego dnia podczas spaceru po plaży Emma znika. Wystarczyło czterdzieści sekund nieuwagi, by dziecko rozpłynęło się we mgle.

Nie wiem, kiedy zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Szłam coraz dalej, ale wciąż nie widziałam Emmy. Wyciągnęłam ręce przed siebie, wiedząc przecież, że to absurdalny gest, że w ten sposób nie można rozproszyć mgły.

Od tej chwili życie Abigail i Jake’a zaczyna przypominać koszmar. Każda myśl, każdy czyn, wszystko jest przyporządkowane jednemu celowi – odnalezieniu zaginionego dziecka.



Rok we mgle” Michelle Richmond to głębokie studium psychiki kobiety zrozpaczonej, zmagającej się z poczuciem winy. Możemy śledzić to, co dzieje się w głowie Abigail, poznajemy jej najskrytsze myśli, w głównej mierze związane z wyrzutami sumienia. Widzimy, jak destrukcyjny wpływ na idealny z pozoru związek miało zaginięcie małej Emmy, jak krok po kroku znika więź, zastępowana niedomówieniami czy milczeniem ciążącym niczym brzemię. Michelle Richmond pokazuje również wewnętrzną siłę bohaterki, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Abigail nie dopuszcza do siebie myśli, że Emma mogłaby nigdy się nie odnaleźć.

Rok we mgle” jest świetną książką, poruszającą bardzo ważne problemy, i byłabym w pełni usatysfakcjonowana lekturą, gdyby nie jedno „ale”. Otóż powieść prezentowana czytelnikom jako thriller moim zdaniem absolutnie thrillerem nie jest. Jest za to interesującą powieścią psychologiczną, i właśnie tak postanowiłam ją ocenić, uznając zaliczenie jej do gatunku thrillerów za sprawę drugorzędną. Wszak klasyfikacja podobnie jak tytuł czy okładka nie wpływa na treść, a dla mnie liczy się tylko ta ostatnia.
Polecam zatem wszystkim tę pozycję nie jako thriller, lecz dobrą powieść psychologiczną.




Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte.



wtorek, 11 września 2018

W żywe oczy - J P Delaney




W żywe oczy

 

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2018


 
Claire uczy się aktorstwa, lecz w jej przypadku wydaje się to całkowicie zbędne. Ona jest aktorką i zawsze była. Aktorstwo stanowi integralną część jej osobowości. Claire urodziła się aktorką, tak jak inni rodzą się leworęczni, a jeszcze inni muzykalni.

Ludzie z konieczności imają się przeróżnych zajęć. Jedni stają przy zmywaku, drudzy sprzątają toalety, są też tacy, którzy się prostytuują. Claire natomiast zostaje zawodową prowokatorką – na zlecenie zdradzanych żon podrywa wiarołomnych mężczyzn, by zdobyć dowody ich zdrad. W ten sposób poznaje Patricka – mężczyznę, który oparł się jej wdziękom, i później, po tragicznych wydarzeniach, zaczyna się zastanawiać, czy jego zachowanie było autentyczne. Naprawdę był wiernym mężem, czy może z jego strony również to była tylko gra?



Claire kłamie. Robi to perfekcyjnie, bez mrugnięcia okiem, dlatego jest tak dobra w swojej profesji. Ale Patrick, detektyw frank Durban i doktor Kathryn Latham również kłamią. Czy w tym zbiorowisku kłamców znajdzie się choć jedna osoba, której można wierzyć bez zastrzeżeń? Zaufać?

....– Do diabła, Claire. Jak miałbym udowodnić coś, czego nie ma? – Twarz napięła mu się ze złości.
Nie wiem – odpowiadam. – I właśnie na tym polega problem, prawda? Jak mamy znowu sobie zaufać, skoro obydwoje wiemy, jak świetnie potrafimy kłamać?

Myślę, że każdy z nas znalazł się kiedyś w sytuacji, gdy musi wyrobić sobie zdanie na jakiś temat, mając do dyspozycji wyłącznie opinie innych ludzi, bez możliwości zdobycia jakiegoś namacalnego dowodu. Problem zaczyna się wtedy, gdy te opinie są krańcowo różne. Konieczność dokonania wyboru na tak kruchej podstawie jak czyjeś słowa to doprawdy wielkie wyzwanie.
      W takiej właśnie sytuacji znalazła się Claire, główna bohaterka thrillera psychologicznego „W żywe oczy”. J P Delaney stworzył świetny portret psychologiczny kobiety do tego stopnia oplątanej siecią kłamstw, że nie wie już, czy w jej otoczeniu znajduje się bodaj jedna osoba, której można wierzyć. 

 
Podobnie jak podczas czytania „Lokatorki”, jestem pełna podziwu dla autora za jego znajomość tajników kobiecej duszy. Delaney pisze o kobietach jak kobieta, przedstawia typowo kobiece spojrzenie pewne problemy, dlatego jego bohaterki są tak autentyczne.

Jako thriller, książka spełnia wszystkie wymogi tego gatunku. Jest zbrodnia, są podejrzani. Gdzieś tam w odległym tle snuje się policyjne śledztwo, my natomiast towarzyszymy bohaterce w jej dążeniach do poznania prawdy. Napięcie narasta. Z każdą przeczytaną stroną zyskujemy więcej pewności, że poprzez swoje postępowanie Claire sprowadzi na siebie poważne kłopoty. To nie może skończyć się dobrze. A jak było naprawdę? O tym musicie przekonać się sami.




Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

piątek, 7 września 2018

Do zakochania jeden rok - Joanna Szarańska




Do zakochania jeden rok

 

Cykl: Kronika pechowych wypadków (tom II)


Autor:


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2018 



 
Do zakochania jeden rok” jest drugim tomem cyklu „Kronika pechowych wypadków” Joanny Szarańskiej. Mamy w nim okazję spotkać się znowu z babunią Łyczakową, aspirantem Chochołkiem, redaktorem Kordeckim i przede wszystkim z Zojką Tuszyńską, której życiem rządzi przypadek sprzymierzony z pechem.

Zdobywszy wreszcie wymarzoną pracę, Zojka zamierza żyć przykładnie i spokojnie, nie mieszając się w żadne kryminalne afery. Niestety nagłe zniknięcie babuni Łyczakowej zmusza ją do działań, od których jeszcze niedawno tak stanowczo się odżegnywała. Tropy wiodą Zojkę do agencji matrymonialnej „Do zakochania jeden rok”, a intuicja podpowiada, że pod płaszczykiem zwykłego funkcjonowania kryje się tam coś mocno podejrzanego.
   Równocześnie z Zojką agencją zaczyna interesować się również aspirant Chochołek. Przymierze tych dwojga nie może oznaczać niczego innego, jak tylko kłopoty. Wielkie kłopoty.

   – Uwolnij ją – poprosiła słabo. – Ona nie wytrzyma…
Kobieta pokręciła głową z lekkim uśmiechem.
  – Tym lepiej. Jeden problem z głowy. Tobą też się zajmiemy, nic się nie martw. Niech tylko ten żałosny dupek poskłada swoje jaja do kupy! – Zerknęła w kierunku drugiego pokoju i skrzywiła się z niesmakiem. – Zresztą o jakich jajach my mówimy…

Podczas czytania książek Joanny Szarańskiej zawsze zastanawiam się, jak ona, do jasnej stokrotki, to robi. Czytam bardzo dużo, zostawiłam za sobą tysiące książek i naprawdę niełatwo mi zaimponować. Joanna czyni to bez wysiłku. W przeciwieństwie do wielu innych pozycji z gatunku „komedia kryminalna” jej książki naprawdę bawią i śmieszą. Rzeczywiście są wesołe, a nie jedynie wesołkowate. Nie ma w nich żadnej sztuczności, żadnego silenia się na dowcip. Z każdej karty emanuje autentyczne, niewymuszone poczucie humoru. Czytałam już książki uznawane za kwintesencję dowcipu, przy których nie drgnęły mi nawet kąciki ust, a o serdecznym śmiechu w ogóle nie było mowy. Przy książkach Asi zwijam się ze śmiechu, przez co zdarzyło mi się wywołać sensację w miejscach publicznych.

Wisienką na torcie jest sprawnie poprowadzony wątek kryminalny. Tutaj wszystko jest uporządkowane i logiczne, bez wewnętrznych sprzeczności i bez absurdalnych rozwiązań. Chaos rządzący losami Zojki absolutnie nie przekłada się na konstrukcję tej części fabuły. Joanno, byłaby z Ciebie świetna „kryminalistka”.

Przygotowany przez Joannę Szarańską tort jest również przyozdobiony piękną polszczyzną, w którą autorka świetnie wkomponowała gwarowe wyrażenia używane przez babunię Łyczakową, co dodatkowo wzmogło autentyczność dialogów.

Do zakochania jeden rok” jest świetnie napisaną książką, zachęcam więc wszystkich do sięgnięcia po nią i do delektowania się lekturą. 

 



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

piątek, 31 sierpnia 2018

Sukces rysowany szminką - Anita Scharmach



Sukces rysowany szminką” jest czwartą książką Anity Scharmach i tak jak poprzednie, zachwyciła mnie tchnącym z niej optymizmem. Uważam, że zarażanie czytelnika radością życia powinno stać się już znakiem firmowym Anity.



Okładka książki sugeruje lekturę łatwą, lekką i przyjemną. Tymczasem zgadza się tylko to ostatnie, absolutnie bowiem nie można tej książki nazwać lekką czy łatwą. Jest za to przyjemna, gdyż mimo poruszanych w niej trudnych tematów nie przygnębia i nie nuży. 

Nie zamierzam zdradzać fabuły, chcę natomiast odnieść się tutaj do jednego z wątków. Spotkałam się z opiniami, że postać matki została przerysowana, że w realnym świecie takie osoby nie istnieją. No cóż, mogę tylko pogratulować różowych okularów, skutecznie przesłaniających to, co brzydkie, nieprzyjemne czy niewygodne.
     Tymczasem prawda wygląda inaczej. Takie osoby żyją wśród nas, w dodatku jest ich zaskakująco dużo. Tylko że to takie wstydliwe, przyznać, że są matki niekochające swoich dzieci. Że są kobiety, które nigdy nie chciały zostać matkami, nie czuły tego, co określamy instynktem macierzyńskim.
     W mojej ocenie nie ma w tym nic złego. Złe jest natomiast, że najczęściej te kobiety, uginając się pod presją rodziny i znajomych, decydują się na urodzenie dziecka, przez co unieszczęśliwiają nie tylko tę niewinną niczemu istotę, ale również i siebie.

 
Specyficzny styl Anity Scharmach sprawia, że czytając tę powieść, stale przechodziłam od złości do śmiechu, od smutku do wiary, że wszystko skończy się dobrze i bohaterów czeka szczęśliwa przyszłość.
     Wyraziste, wielowymiarowe postaci bohaterów, wiarygodna fabuła i dowcipne, niepozbawione sarkazmu wyrażenia sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, z niecierpliwą chęcią natychmiastowego poznania zakończenia. 

 




piątek, 24 sierpnia 2018

Śmiertelne wyliczanki

Obiecałam ostatnio, że pojawią się jeszcze jakieś informacje z frontu pisarskiego i teraz dotrzymuję słowa.


Rozpoczęłam nowy cykl kryminalno-obyczajowy „Śmiertelne wyliczanki”, który docelowo ma składać się z pięciu tomów.
1. Mam chusteczkę haftowaną
2. Chodzi lisek koło drogi
3. Rolnik sam w dolinie
4. Stary niedźwiedź mocno śpi
5. Ojciec Wergiliusz uszył dzieci swoje

Książki będą się łączyć osobami głównych bohaterów – policjantów prowadzących śledztwo.

Są to: aspirant Konstanty „Naki” Nakański, podkomisarz Mariola Konieczna i sierżant Joachim Wolf.  

Zdecydowałam, że nie będzie im łatwo, czekają ich więc prawdziwe wyzwania.


Pierwszy tom ukaże się już w listopadzie w takiej oto szacie graficznej.


środa, 22 sierpnia 2018

Z najlepszymi życzeniami śmierci - Ruth Rendell


Z najlepszymi życzeniami śmierci
Cykl: Inspektor Wexford (tom 1) 

Autor: Ruth Rendell

Tłumaczenie: Martyna Plisenko
 
 
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2018 


 
Z najlepszymi życzeniami śmierci” Ruth Rendell jest książką szczególną, wyróżniającą się na tle kryminałów, w których akcja goni akcję, trup ściele się gęsto, a wszystko oblane jest gęstym sosem przemocy i krwi. Jeśli więc oczekujecie czegoś podobnego, darujcie sobie tę lekturę, gdyż nie spełni Waszych oczekiwań.

W swojej powieści autorka postawiła na dokładne zarysowanie tła obyczajowego, chcąc jak najwyraźniej przedstawić powody, dla których niczym niewyróżniająca się, spokojna i wręcz nudna gospodyni domowa musiała zginąć. Wbrew pierwszemu wrażeniu owo tło nie jest wcale tak jednoznaczne.

Chciałem pamiętać Margaret taką, jaką ją znałem. Sądziłem, że była inna. Teraz wiem, że była dokładnie taka, jak wszystkie prowadzające się z innym mężczyzną za to, co mogły od niego dostać.

Żeby w pełni zrozumieć przedstawione przez Ruth Rendell problemy, należałoby cofnąć się w czasie, przenieść w lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia, kiedy nie istniały social media, ludzie pisali zwykłe listy zamiast SMS-ów czy e-maili, kobiety zajmowały się domem, a miłość homoseksualna traktowana była jak najgorsze wynaturzenie. W takich właśnie czasach przyszło żyć Margaret Parsons, i w takich czasach zginąć.
      Ale jedno pozostało niezmienne do dziś – że miłość nieraz chadza krętymi ścieżkami, i że miłość od nienawiści dzieli tylko wąska granica, za którą może zdarzyć się wszystko. Nawet zbrodnia.

Nie byli już nastolatkami, tylko dojrzałymi ludźmi. Nareszcie Minna mogła słuchać i okazywać przyjaźń. Ale tego nie zrobiła i dlatego musiała umrzeć.

Z najlepszymi życzeniami śmierci” jest książką mądrą, poruszającą wiele ważnych problemów. Jednym z nich jest szczerość w uczuciach, i tu nasuwa się pytanie, czy małżeństwo, w którym jedna ze stron ukrywa istotną część swojego życia, można nazwać szczęśliwym. Czy miłość jednego z małżonków wystarcza do zbudowania udanego związku? Moim zdaniem nie, ale to moja prywatna opinia, z którą niekoniecznie musicie się zgodzić.
      W każdym razie książka Ruth Rendell zmusza do myślenia, każe poszukiwać odpowiedzi na to i jeszcze inne pytania, i dlatego jest tak zajmująca.

Serdecznie polecam wszystkim szukającym w kryminałach czegoś więcej niż tylko opisów krwawych zbrodni.





Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Replika.






poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Baśnik - Beata Majewska

Baśnik” Beaty Majewskiej to książka podstępna. Subtelna okładka sugeruje równie subtelną, spokojną historię, tymczasem emocje tutaj wręcz kipią. Tytuł również wprowadził mnie w błąd. Podświadomie oczekiwałam baśniowej historii w tle, spinającej fabularne wątki, tymczasem autorka ukuła to słowo z imienia głównej bohaterki.
 
Barbara jest postacią, która niepomiernie mnie irytowała, a jednocześnie wzbudzała wielką sympatię. To dziwne połączenie skrajnych emocji sprawiło, że stała się bohaterką niezapomnianą. 

Już dla samej tej kreacji warto sięgnąć po „Baśnik”, a przecież nie jest to jedyny atut powieści. Dramat kobiety porzuconej dla młodszej rywalki, nowe zawodowe wyzwania i nowe uczucie, przez długi czas nienazwane z lęku przed tym, co tak często zabija wszelka spontaniczność. „Co ludzie powiedzą”.
 
Polecam tę książkę na skrzydełku okładki, polecam i tutaj. Sięgnijcie po nią, bo naprawdę warto.






czwartek, 16 sierpnia 2018

Huśtawka - Agnieszka Lis




Huśtawka

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2018 




Trzy bohaterki, trzy pokolenia, trzy historie. Właściwie bohaterki są cztery, ale Katarzyna stoi niejako z boku, nie gra głównej roli w tej opowieści, choć także jest ważna. 
 
Wanda, Małgorzata i Joanna. Babka, matka i córka. Babcia, będąca opoką dla całej rodziny, zagubiona w swym uporządkowanym świecie matka-pedantka, i córka, miotająca się w próbach zrozumienia własnej tożsamości. Oto one – trzy kobiety, tak bardzo sobie bliskie, a jednocześnie tak dalekie. Przywędrowały do mnie, wyszły z kart tej książki wraz z bagażem swoich problemów, i już zostały ze mną, każąc mi również przeżywać ciągłe wzloty i upadki. W górę i w dół, w górę i w dół, jak na huśtawce.

Bohaterkom „Huśtawki” daleko do jednoznaczności. Stanowią konglomerat tak wielorakich cech, że każda z nich wzbudza różne, chwilami całkowicie skrajne uczucia. Czasem są wzruszające, czasem wprawiają w podziw, a już za chwilę ma się ochotę rozszarpać je na całkiem malutkie kawałeczki. Przez to są prawdziwe jak każda z nas, gdyż ludzie nigdy nie są tylko dobrzy albo tylko źli. Wszyscy mają swoją „ciemną stronę”, lepiej lub gorzej skrywaną przed oczami bliźnich.

Losy Wandy, jej córek Małgorzaty i Katarzyny oraz wnuczki Joanny poznajemy głównie z dialogów, które jednak nie są nam przedstawiane przez zwyczajowego „wielkiego narratora”. Agnieszka Lis tym razem postawiła na powierzenie roli narratora seniorce rodu. Wanda pełni tu rolę obserwatora, przekazującego czytelnikowi relację ze zdarzeń nawet wówczas, gdy już przeniesie się na drugą stronę tęczy. Swoją drogą, to genialny zabieg autorki, dodający powieści specyficznego smaczku. Jak dla mnie, był to strzał w sam środek tarczy.

Postać Wandy jest łańcuchem spinającym całą fabułę i, moim zdaniem, najbardziej udanym „dzieckiem” Agnieszki Lis. Dzięki niej, jej pełnym dystansu do siebie i świata przemyśleniom oraz niepozbawionym ironii uwagom „Huśtawka” jest dla mnie czymś więcej niż tylko książką. Stała się realnym światem.

Książka nie dostarcza ostatecznych rozwiązań, nie daje recepty na szczęście. Daje natomiast zawartą w kilku znamiennych zdaniach wskazówkę, że warto się cieszyć okruchami szczęścia, gdyż każdy z nich, nawet ten najmniejszy i być może ulotny, także jest ważny.

Joanna jest. To lepiej, niż gdy jej nie było. Nie musi być łatwo, może i nawet trudno będzie, ale w ogóle będzie. A wcześniej jej nie było, więc jest lepiej.



Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




sobota, 11 sierpnia 2018

Najnowsze wieści z pisarskiego frontu

Zaniedbałam ostatnio bloga. Stos książek czeka na przeczytanie i zrecenzowanie, w zakładce „Wieści z pisarskiego frontu” nie pojawił się nowy wpis, nie przybyła żadna zakładka z tytułem książki. Można by sądzić, iż już umarłam. Ale żyję i miewam się całkiem dobrze, tylko „zarobiona” jestem. Wszystko przez skumulowanie prac związanych z wydaniem nowej książki oraz pracą nad innymi. I o tym właśnie jest ten wpis.

18 września będzie miała premierę piąta i zarazem ostatnia część cyklu „W Trójkącie Beskidzkim”, nosząca tytuł „Popielate laleczki”. Jej krótki fragment, jeszcze pod roboczym tytułem „Popielata”, prezentowałam tutaj: https://ksiazkolubna.blogspot.com/2017/12/popielata.html
Jako ciekawostkę dodam, że książka zostanie wydana w dwóch szatach graficznych. Pierwsza okładka jest utrzymana w konwencji poprzednich części cyklu. Jest przeznaczona dla niskiego nakładu, dostępnego tylko w księgarni Wydawnictwa Replika. Stanowi ona ukłon w stronę tych, którzy lubią mieć na półce jednorodną serię. 





Książki przyodziane w drugą wersję okładki znajdą się w ogólnej sprzedaży, a ten nowy wzór okładki jest przeznaczony dla reedycji poprzednich części cyklu.



W tym samym dniu odbędzie się premiera nowego wydania „Cynamonowych dziewczyn”. Książka ukaże się w nowej, przepięknej szacie graficznej.




Jednocześnie z pracami nad tymi książkami zajmowałam się tworzeniem nowych powieści. Są to aż trzy projekty, więc siłą rzeczy żaden z nich nie został jeszcze ukończony.

Pierwszy nosi tytuł „Chodzi lisek koło drogi” i jest kryminałem z wątkiem obyczajowym.

Drugi to powieść obyczajowa nosząca tytuł „Północna zmiana”, a jej pierwsze dwa rozdziały można przeczytać tutaj: https://www.wattpad.com/story/156160550-p%C3%B3%C5%82nocna-zmiana




Trzeci projekt to powieść fantasy, którą zaczęłam pisać dawno temu i ostatnio przypadkowo odnalazłam. Postanowiłam dać jej szansę. Zaciekawionych zapraszam tutaj: https://www.wattpad.com/story/156604293-szmaragdy-vaarlandu




Mam dla Was jeszcze jedną niespodziankę, ale napiszę o niej innym razem. Odrobina tajemniczości jeszcze nikomu nie zaszkodziła.



wtorek, 24 lipca 2018

Pół na pół - Izabella Frączyk




Pół na pół


Cykl: Śnieżna grań (tom 2)

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018




Pół na pół” to druga część dylogii „Śnieżna grań” autorstwa Izabelli Frączyk. Po przeczytaniu pierwszej części, noszącej tytuł „Za stare grzechy”, nie mogłam doczekać się kontynuacji, by móc wreszcie dowiedzieć się, czy rodzina Stachowiaków wybrnęła z kłopotów, których nie szczędził jej los.

Edek Stachowiak po śmierci ojca uznaje za swój obowiązek wcielić się w rolę głowy rodziny. Uważa, że jako jedyny mężczyzna to właśnie on musi zadbać o rodzinne przedsiębiorstwo, stanowiące źródło dochodów Stachowiaków. Na drodze do zrealizowania tego celu stoją mu jednak brak predyspozycji do zarządzania, nieumiejętność poruszania się w skomplikowanym świecie finansów oraz kłopoty osobiste. Podjęcie błędnych decyzji, a później chaotyczne miotanie się, żeby zminimalizować straty – wszystko to sprawia, że nad Śnieżną Granią zawisły czarne chmury.

Przerażony potrząsnął głową, żeby odegnać od siebie ponure myśli. Teraz musi jakoś zdobyć pieniądze. Musi ratować interes życia! O własnym tyłku nie wspominając.

Wówczas do akcji wkracza Leokadia, na pierwszy rzut oka sprawiająca wrażenie delikatnej kobiety, której przeznaczeniem jest leżeć i pachnieć bądź błyszczeć w towarzystwie. W rzeczywistości Lola jest twardą bizneswoman i równie twardym negocjatorem, potrafi także wykorzystać swoją niebanalną urodę jako atut w walce o przyszłość rodziny. Ale w walce z własnym sercem ona także okazuje się bezradna.


Jestem pełna podziwu dla Izabelli Frączyk za jej umiejętność wykreowania bohaterów. To prawdziwy majstersztyk.

Najbardziej spodobał mi się Edek. Ze swoim niekiedy wręcz oślim uporem, z przeświadczeniem, że to do mężczyzny należy rozwiązywanie wszystkich ważnych problemów, wreszcie z popadaniem w skrajne nastroje, od chęci odpłacenia pięścią za swoje krzywdy do utopienia smutków w morzu wódki, jest tak doskonale autentyczny, jakby wskoczył w karty powieści wprost „spod samiuśkich Tater”.
Z kolei Lola to typowa góralka. Charakterna, umiejąca walczyć o swoje, niepoddająca się przeciwnościom losu. A przy tym czuła i empatyczna, gotowa zębami i pazurami bronić tych, których kocha.

I co teraz?, pomyślała. Teraz mielibyśmy to wszystko utracić? Całą naszą ojcowiznę? Przecież ja jestem tylko zwykłą instruktorką od nart i snowboardu, którą życie na siłę usadziło w fotelu prezesa.
– Przecież ja nie dam rady – jęknęła zrozpaczona. – Nożeż kurwa jego mać! Niedoczekanie! – zbuntowała się nagle.

Sylwetki innych postaci także zostały nakreślone bardzo starannie, a autorka zadbała o przydanie każdej z nich indywidualnych cech, przez co nawet drugo- i trzecioplanowi bohaterowie są wyróżniającymi się jednostkami, a nie tylko anonimową zbiorowością.

Ciekawa fabuła z zaskakującymi zwrotami akcji sprawia, że książkę czyta się płynnie, niecierpliwie oczekując rozwiązania problemów, którymi Iza hojnie obdarowała rodzinę Stachowiaków. I nie są to wbrew pozorom problemy banalne. 
     Tylko na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka nie niesie w sobie żadnych głębszych przesłań. Po uważnym przeanalizowaniu fabuły można dostrzec, jak wiele ważnych spraw autorka w niej poruszyła. Kwestia lojalności wobec rodziny, kwestia zaufania pokładanego w niewłaściwej osobie, kwestia nienawiści, która potrafi toczyć człowieka jak rak, determinując jego czyny, i kwestia umiejętności zrezygnowania ze swoich dążeń w imię miłości…
Jednocześnie książka niesie pozytywne przesłanie, że przeszkody muszą zostać pokonane, dobro musi zwyciężyć, a miłość zatriumfować. Dlatego na zakończenie wstawię kilka słów, za pomocą których Izabella Frączyk przedstawiła całą potęgę miłości.

A teraz w taksówce, w objęciach mężczyzny, o którym marzyła od dawna, zmierzała nie wiadomo dokąd.
  Wszystko jedno gdzie, byle z nim, dudniło jej w głowie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.


 







czwartek, 12 lipca 2018

Czas gniazdowania - Dorota Pasek



 

Czas gniazdowania


Dorota Pasek

 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018 

 
Żaden człowiek nie może istnieć sam, bez rodziny, przyjaciół znajomych, czy chociażby kolegów z pracy. Od zarania dziejów mamy w sobie zakodowane zachowania stadne i to właśnie one kierują naszymi krokami, każąc poszukiwać bliskości drugiego człowieka. Jednym z takich tkwiących w genach instynktów, ukrytych gdzieś w podświadomości, jest pragnienie założenia rodziny. Gdy dopuścimy to pragnienie do głosu, jest to znak, że nadszedł czas gniazdowania.

Bohaterowie „Czasu gniazdowania” Doroty Pasek to ludzie głęboko zranieni. Ciężko im ułożyć sobie życie od nowa i jeszcze ciężej jest zapomnieć. Podłość przyjaciela boli dużo bardziej niż podłość wroga, a jeszcze bardziej boli podłość ukochanego człowieka, osoby, w której ręce złożyło się swój los.
Sara ciągle przechowuje w szafie swoją ślubną suknię, choć od niedoszłego ślubu minęły już trzy lata. Trzyma ją tam ku przestrodze i ku pamięci. Żeby nie zapomnieć i nie wybaczyć.

Nienawidzi jej, ale trzyma w sypialni, bo chce, żeby rozdrapywała ranę, której jeszcze nie wolno się zabliźnić, bo jest za wcześnie, by odpuścić i zapomnieć. I, nie daj Boże, wybaczyć!

Grzegorz nie potrafi uporać się ze zdradą żony. Głęboko zraniony, obwinia wszystkich wokół za swój ból i upokorzenie. Najchętniej odciąłby się od całego świata, zniknął, odszedł tam, gdzie nikt go nie zna i gdzie on nie zna nikogo. Gdzie mógłby wreszcie być sam ze swoim cierpieniem.

Po prostu byłem wściekły. Na nią. Na siebie. Na sytuację… I upokorzony tym, w jaki sposób się mnie pozbyła. Mogła to zrobić całkiem inaczej, bardziej… No, nie wiem… Jakoś mniej boleśnie. Ale nie… Poszła jak zawsze po bandzie. Więc tkwiło to we mnie jak jakiś zadzior i ropiało.

Spotkali się w złym czasie, jeszcze niegotowi na zmianę, na nowe uczucie. A może właśnie w dobrym czasie? Może ta zmiana była im potrzebna, by nie zasklepili się w swoim rozżaleniu, każącym w kółko rozpamiętywać wyrządzoną im krzywdę? By nie zapamiętali się w nienawiści, zapominając o prawdziwym życiu, które oprócz przeciwności losu przynosi także radość?



Urzekła mnie ta powieść, będąca debiutem Doroty Pasek. Autorka potrafiła przedstawić wyeksploatowany do granic możliwości temat tak cudownie świeżo, że przy lekturze miałam wrażenie, jakbym nigdy dotąd nie czytała o zdradzie, zawiedzionych nadziejach i o nowych, rodzących się nieśmiało uczuciach.
     Pani Dorota nie zafundowała czytelnikowi historii jak z bajki. Płyniemy (tak, płyniemy, gdyż powieść napisana jest tak gładko i płynnie, że nie ma w niej miejsca na żadne progi powodujące spowolnienie nurtu). Płyniemy więc w opowieść niepozbawioną scen wywołujących odruchową niechęć i sprzeciw, a jednocześnie pełną optymizmu. Udowodniającą, że największa nawet porażka nie musi determinować całego przyszłego życia, że tylko od nas samych zależy, jak je przeżyjemy.
     Lekkość pióra autorki sprawia, że książkę czyta się z tym przyjemnym dreszczykiem emocji, który odczuwa się tylko przy dobrych lekturach. Co będzie dalej? Jak skończy się ta historia, odmalowana tak realistycznie i tak różnorodnie?
      O tym musicie przekonać się sami, do czego gorąco zachęcam.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



niedziela, 8 lipca 2018

Uczucia zaklęte w kamieniu - Karolina Wilczyńska

 

Uczucia zaklęte w kamieniu

Stacji Jagodno

Autor: Karolina Wilczyńska

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2018 






Tym którzy nie czytali poprzednich części, przypominam tytuły i kolejność.
Tom 1 - Zaplątana miłość
Tom 2 - Marzenia szyte na miarę
Tom 3 - Po nitce do szczęścia
Tom 4 - Serce z bibuły
Tom 5 – Życie jak malowane
Tom 6 – Dom pełen słońca

Tym razem do Jagodna przybywa Lea, projektantka awangardowej biżuterii i właścicielka zabytkowego kabrioletu. Lea kocha swój zawód i kocha swoją alfa romeo, lecz praca i samochód nie są w stanie skompensować pustki w życiu uczuciowym. Młoda kobieta dopiero co dokonała „ostrego cięcia” i rozstała się z mężczyzną, z którym jeszcze niedawno wiązała nadzieje na wspólne życie.

Telefon nadal dzwonił. Odczekała, aż melodia umilknie, i powoli, jakby celebrując każdy ruch, odnalazła w spisie kontaktów numer dzwoniącego i zablokowała go. Przed naciśnięciem ostatniego polecenia zawahała się, ale zacisnęła zęby i pomalowanym na czerwono paznokciem wykonała ostateczny wyrok.

Już dla mnie nie istniejesz – powiedziała cicho.


Na razie Lea czuje tylko żal, rozgoryczenie i gniew, ale po przyjeździe do Jagodna to wszystko powoli zaczyna tracić na ostrości, rozmywać się w pamięci i w końcu całkiem znika. Tak właśnie działa Jagodno na wszystkie poranione dusze.

Uczucia zaklęte w kamieniu” to książka o bardzo pozytywnym oddźwięku, co nie znaczy, że bohaterowie nie borykają się z żadnymi problemami. Maja ich naprawdę sporo, ale takie właśnie jest prawdziwe życie. Nie składa się z samych tylko słonecznych dni, są w nim także burze i kataklizmy.

Obie starały się wspierać wzajemnie w tej trudnej chwili, ale i tak każda z nich widziała w oczach drugiej strach. I chociaż żadna nie powiedziała głośno, czego się boi, to i tak wiedziały, jakie myśli krążą w ich głowach.

Moje siódme spotkanie ze Stacją Jagodno mogę zaliczyć do niezwykle udanych. Karolina Wilczyńska utrzymała wysoki poziom, zaprzeczając tym samym teorii, jakoby cykle powinny składać się z co najwyżej pięciu części, gdyż w następnych autorzy zaczynają się powtarzać, popadać w rutynę i stawać się niedbali.
     Karolina Wilczyńska pięknie prowadzi fabułę swojego cyklu. Poszczególne części łączą się miejscem akcji i osobami głównych bohaterów, lecz do każdego tomu autorka wprowadza nowe, nie mniej ważne osoby, przez co „rodzinka” z Jagodna ciągle się rozrasta.
     Czy nie zachodzi obawa, że czytelnik w końcu pogubi się w tej mnogości osób i zdarzeń? Absolutnie nie! Autorka wszystkie postaci obdarza tyloma odrębnymi cechami, że każda tworzy tak wielką indywidualność, że nie sposób pomylić jej z kimś innym. Bohaterowie głęboko zapadają w pamięć, sprawiając, że każda następna wizyta w Stacji Jagodno jest jak upragnione, długo wyczekiwanie spotkanie z gronem najlepszych przyjaciół.


Gorąco polecam wszystkim tę lekturę, a za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.