środa, 16 stycznia 2019

Nowe czasy. Nie pora na łzy - Edyta Świętek






Nie pora na łzy   

Cykl: Nowe czasy (tom 1) 

 

Wydawnictwo: Replika

Rok wydania: 2018 




Cykl Edyty Świętek „Nowe czasy” jest kontynuacją sagi „Spacer Aleją Róż”. Spotkamy tu starych, dobrych przyjaciół w postaci bohaterów nowohuckiej sagi, zawrzemy też nowe przyjaźnie.

W pierwszej części, zatytułowanej „Nie pora na łzy”, na pierwszy plan wysuwają się dwie bohaterki – Wioletta i Małgosia. 
 
Wioletta jest córką Karola i Gabrieli Pawłowskich, siostrą bliźniaków Adriana i Marka. Wraz z jednym z braci postanawia stworzyć zespół disco polo, korzystając z faktu, że ten rodzaj muzyki zaczął właśnie święcić w Polsce wielkie triumfy. Wkrótce rodzeństwu udaje się zaistnieć na rynku, a w ślad za tym przyszły pieniądze i sława. Niestety Wioletta przekonuje się dość szybko, że sława ma także inne, mniej przyjemne oblicze, a powodzenie na deskach sceny niekoniecznie przekłada się na życie osobiste.



Małgosia jest córką Andzi i Pawła Szymczaków. Rodzice uwielbiają jedynaczkę i gotowi są przychylić jej nieba, lecz chęć zdobycia majątku do tego stopnia przesłoniła im wzrok, że nie zauważają tego, co najważniejsze. Nie pojmują, że dziecku potrzebne jest ich zainteresowanie, że drogie prezenty i pieniądze nie zastąpią wspólnie spędzanych chwil. Opływająca w dobra materialne Małgosia jest dzieckiem przeraźliwie samotnym, łaknącym odrobiny uwagi ze strony rodziców, którzy przecież ją kochają i pragną dla niej jak najlepszego życia. Pytanie tylko, czy pojmą swoje błąd zanim będzie za późno.



Czytając „Nie pora na łzy” przeniosłam się w czasy, gdy kapitalizm stawiał pierwsze kroki, a na chodnikach i skwerkach królowały popularne wówczas „szczęki” i łóżka polowe, na których leżały towary. W większości była to odzież, tandetna, uszyta byle jak i z nędznej jakości tkanin, ale za to wreszcie kolorowa, modna i dostępna bez wielogodzinnego stania w kolejkach. 
 
Edyta Świętek tak wiernie oddała klimat tamtych dni, że niemal widziałam tłum przewalający się przez giełdę ze straganami, mężczyzn okupujących stolik do gry w „trzy kubki”, a w uszach dźwięczała mi prosta, rytmiczna melodia z nieskomplikowanymi słowami, tak charakterystyczna dla muzyki disco polo.

Zajmująca fabuła, pełna niespodziewanych zwrotów, to rozczulała, to rozśmieszała do łez. Zakończenie, którego właściwie wcale nie ma, wywołało u mnie mieszane uczucia wobec autorki. Z jednej strony był podziw dla genialnego zabiegu, sprawiającego, że każdy przeczytał tę książkę, z pewnością sięgnie po drugą część. Z drugiej zaś strony miałam ochotę złapać Edytę za te piękne długie włosy i solidnie je potarmosić. Bo jak można zostawić czytelnika w takim okropnym niedosycie? No jak?



poniedziałek, 14 stycznia 2019

Wszystko nie tak! - Izabella Frączyk






Wszystko nie tak!

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2018 

 

 

 

 

 

Ewa i Monika znają się jeszcze ze szkolnych czasów. Mimo istotnych różnic charakterów zostały prawdziwymi przyjaciółkami i wspierają się w trudnych chwilach. Te zaś zdarzają się zazwyczaj z powodu źle ulokowanego uczucia, a wówczas może pomóc tylko butelka wina, niezdrowe żarcie i wyrzucenie z siebie wszystkich żalów w rozmowie z przyjazną, pełną zrozumienia, godną zaufania osobą. 
 
Pewnego dnia Ewa znika bez śladu. Wyeliminowawszy wszystkie inne hipotezy, Monika dochodzi do jedynego możliwego wniosku – przyjaciółka została porwana. Wprawdzie za nic nie potrafi pojąć, dlaczego ktoś miałby porywać zwyczajną, niebyt majętną dziewczynę, która w dodatku nie posiada zaplecza finansowego w postaci bogatej rodziny, ale nie zamierza biernie oczekiwać na rozwój wypadków. Zatrudnia prywatnego detektywa, nie wiedząc, że w ten sposób uruchomi całą serię przedziwnych zdarzeń.




Wszystko nie tak!” Izabelli Frączyk to idealna książka na poprawę złego humoru. Świetna komedia obyczajowa, w której znajdziemy nie tylko zabawne, niekiedy wręcz absurdalne dialogi zgrabnie połączone z obfitującą w zaskakujące zwroty sytuacji fabułą. Wbrew pozorom w książce poruszone zostały także istotne zagadnienia, a na pierwszy plan wysuwa się tu przyjaźń. 
 
Autorka na przykładzie Ewy i Moniki pokazała, czym naprawdę powinno być uczucie, którego nazwa tak często jest nadużywana. Przyjaźń to nie tylko miłe ploteczki czy wspólne picie kawy, ale przede wszystkim zdolność do poświęceń, do postawienia cudzego dobra ponad swoim, do rezygnacji z własnych planów dla dobra drugiej osoby.
Widzimy też, do czego może doprowadzić chęć łatwego zarobku. W zaślepieniu spodziewanymi zyskami bardzo łatwo jest przekroczyć granicę, trudniej natomiast zawrócić z tej drogi, zwłaszcza gdy nie ma się zbyt wielkiej wprawy w kłamaniu i oszukiwaniu. A jeszcze trudniej, gdy w sprawę nieoczekiwanie wda się miłość.

Wszystko nie tak!” jest doskonałą lekturą na ponure dni, gdyż już po kilku stronach na twarzy czytającego musi pojawić się uśmiech. Ja czytałam tę książkę w ZUS-ie i nie był to najlepszy pomysł, ponieważ inni interesanci spoglądali wysoce podejrzliwie, słuchając mojego niekontrolowanego chichotu. Pewnie uznali, że mam coś z głową, bowiem dziwnie jakoś się ode mnie odsuwali. Dlatego bezpieczniej będzie czytać tę książkę w swoim mieszkaniu.











piątek, 11 stycznia 2019

Facet do poprawki - Joanna Sykat





Facet do poprawki



Wydawnictwo: Replika

Rok wydania: 2018 





Joanna Sykat przyzwyczaiła mnie do książek utrzymanych w romantycznym, refleksyjnym nastroju. Gdy dostałam w swoje ręce „Faceta do poprawki”, wiedziałam, że tym razem będzie inaczej – ostrzegała przed okładka i opinie czytelników. Nie spodziewałam się jednak, że ta książka to prawdziwa petarda.

Już dawno nie uśmiałam się przy lekturze tak szczerze i serdecznie jak przy czytaniu o perypetiach Gundy, która zarabia na życie, pacyfikując niewiernych mężczyzn. Jej kreatywność w tej materii doprawdy nie zna granic. Ubawiła mnie nawet miłość bohaterki do Kune, choć osobiście nie wyobrażam sobie, bym mogła pokochać pająka. Ale moją miłość do szczurów też mało kto rozumie, więc niech tam. Nie mnie decydować, kto kogo może kochać, zwłaszcza platonicznie.




Facet do poprawki” wyszedł Joannie Sykat wyśmienicie i żadnych poprawek nie wymaga. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to jego długość. No, no, tylko bez lubieżnych skojarzeń! Mam na myśli długość książki. Mam też nadzieję, że Asia już niedługo przedstawi czytelnikom, jeśli już nie kontynuację, to przynajmniej książkę napisaną w podobnym stylu, gdyż ma wielkie predyspozycje ku temu, by zostać prawdziwym mistrzem tego gatunku.








środa, 9 stycznia 2019

Moja twoja wina - Beata Majewska

 

 

Moja twoja wina

Wydawnictwo: Książnica

Rok wydania: 2018 





Zdradzona przez męża kobieta musi na nowo zbudować swój świat. Temat wydaje się ograny do bólu, prawda? Banalny i przewidywalny. A jednak Beata Majewska potrafiła tchnąć w niego powiew świeżości, przydać mu zupełnie inne oblicze, sprawić, że książkę czyta się z zapartym tchem, nie mogąc doczekać się zakończenia.

Jestem „kryminalistką”, więc wpleciony w fabułę wątek kryminalny był dla mnie dodatkowym bonusem, choć i bez niego uznałam tę powieść za jedno z najlepszych dzieł Beaty. Głównie za sprawą bohaterów, przedstawionych tak realistycznie, że podświadomie czekałam na chwilę, kiedy zejdą z kart powieści i zaproszą mnie na grilla.




Moja twoja wina” Beaty Majewskiej ma w moim sercu specjalny kącik. Czytałam tę powieść, gdy była jeszcze w fazie „produkcji” i już wówczas mnie zachwyciła, a prace redakcyjne nadały jej ostateczny szlif, sprawiając, że rozbłysła jak diament.






poniedziałek, 7 stycznia 2019

Grzechy ojców - Ruth Rendell


 

Grzechy ojców

Cykl: Inspector Wexford (tom 2)

 

Wydawnictwo: Replika

Rok wydania: 2018 

 

 


Na ogół nie przepadam za „odwróconymi” kryminałami. Tak nazywam książki, w których tożsamość sprawcy jest od początku znana, a fabuła opiera się na szukaniu sposobu bezspornego udowodnienia zabójcy, że to właśnie on dokonał mordu.

Dlatego do książki „Grzechy ojców” Ruth Rendell podeszłam nieufnie, spodziewając się wspomnianych wyżej rozwiązań fabularnych. Tymczasem nic podobnego! Owszem, od początku wiadomo, kto jest sprawcą, ale człowiek ten już został ujęty i skazany, a wszelkie działania inspektora Wexforta i pastora Archery'ego zmierzają do udowodnienia, że osadzony wcale tej zbrodni nie popełnił.

Jak to zazwyczaj bywa w typowych angielskich kryminałach, akcja snuje się tutaj dość wolno, nie powala tempem, i moim zdaniem jest to wielki plus powieści. Dzięki temu czytelnik ma czas na przeanalizowanie problemów bohaterów i na wchłonięcie ogromu emocji, a tych autorka doprawdy nie pożałowała czytelnikom. 




 
Cały czas przechodziłam od jednej hipotezy do drugiej. Winny, niewinny, zbił, nie zabił… Za każdym razem, gdy już byłam pewna swojego zdania, autorka dorzucała jakiś szczegół, który wywracał moją teorię do góry nogami. Takiego zakończenia, jakie zaserwowała mi Ruth Rendell, kompletnie się nie spodziewałam i po prostu wbiło mnie ono w fotel. To coś, co wielbiciele kryminalnych historii lubią najbardziej.

Jeśli oczekujecie po lekturze czegoś więcej niż tylko morza krwi i opisów cierpień ofiar, ta książka jest dla Was. Ten „inteligentny” kryminał, zmuszający czytelnika do myślenia, jest świetną książką i polecam go gorąco.



Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Replika.



sobota, 6 października 2018

Czego nie powiedziałam - Małgorzata Garkowska



Czego nie powiedziałam

 


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018



Powieść Małgorzaty Garkowskiej „Czego nie powiedziałam” opowiada o trudnej miłości Emilii i Roberta. Miało być tak pięknie. 
 
Jak grom z jasnego nieba. Tak wyglądało pierwsze spotkanie Emilii i Roberta. Ona, niepewna siebie młoda kobieta, i on, przebojowy mężczyzna, zaradny i zdecydowany. Wydaje się, że do pełni szczęścia niczego im nie brakuje. Albo prawie niczego…
Marzenie Roberta rodzi kłamstwo, kłamstwo budzi demony przeszłości. Emilia wraca wspomnieniami do czasów, gdy była nastolatką. Zakochaną nastolatką. Dla miłości gotową zrobić wszystko. Nie wiedziała jednak, jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić…
/źródło opisu: wydawnictwo Zysk i S-ka/


Akcja snuje się tutaj dość wolno, nie powala tempem, i moim zdaniem jest to plus powieści. Dzięki temu mamy czas na przeanalizowanie problemów bohaterów i na wchłonięcie ogromu emocji, a tych autorka doprawdy nie pożałowała czytelnikom.

Teoretycznie na pierwszy plan wysuwa się tutaj sprawa zaufania, szczerości w związku dwojga ludzi. W związku Emilii i Roberta tego zabrakło.
    Ale to tylko pozornie największy problem. Ważniejsze jest, że Emilia od początku ustawia się na pozycji „tej gorszej”, a takie coś z reguły nie wróży szczęśliwego zakończenia. Odwleka w nieskończoność wyznanie prawdy, tłumacząc się przed samą sobą, że nie chce sprawić mu przykrości, rozwiać jego marzeń.
    Przede wszystkim jednak tkwi w niej lęk przed odrzuceniem. Przecież już raz tak się zdarzyło, a teraz jej były chłopak zdaje się nawet nie pamiętać, że kiedyś coś ich łączyło.


Stare dobre czasy – bagatelizuje Paweł, machnięciem ręki zbywając ten okropny moment, kiedy nagle stanęłam w jego pokoju samotna tak bardzo, jak nigdy wcześniej.


Emilia głębi duszy nie wierzy, że miłość Roberta jest tak samo silna jak jej uczucie. Stąd bierze się jej irracjonalna zazdrość o współpracownicę ukochanego czy o kelnerkę w lokalu, stąd niepewność co do jego reakcji na wyznanie prawdy.


Robert też nie jest bez winny. Do tego stopnia zaślepia go urzeczywistnienie swojego pragnienia, że nie zauważa, iż Emilia za nim nie podąża. A przecież całym swoim zachowaniem daje oczywiste znaki, że jego marzenie nie jest jej marzeniem. Ale on jest zbyt zafiksowany na tę jedną sprawę, by dostrzec, co dzieje się z dziewczyną, która rzekomo była dla niego najważniejsza na całym świecie.


Wszystkie te problemy wynikłe z niedopowiedzeń i kłamstw Gosia Garkowska przedstawiła w sposób budzący mój najwyższy szacunek. Nie uciekła się do ckliwych opisów czy sztucznie emocjonalnych dialogów. Namalowane przez nią oszczędne, chwilami surowe obrazy mówią więcej, bardziej szarpią duszę niż gdyby w tym celu użyła wymyślnych metafor i wielkich słów. Dzięki temu opowiedziana przez nią historia jest prawdziwa. Mogła przydarzyć się Tobie, lub mnie. Nam wszystkim.




Czego nie powiedziałam” jest trzecią książką Małgorzaty Garkowskiej i moim zdaniem najlepszą. To dobrze wróży na przyszłość, świadczy o tym, że autorka się rozwija, nie zamierza zadowolić się tym, co już osiągnęła. A nam, czytelnikom, daje pewność, że każda kolejna książka Gosi będzie co najmniej tak dobra jak poprzednia.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



czwartek, 4 października 2018

Denar dla Szczurołapa - Aleksander R. Michalak




Denar dla szczurołapa

 

Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2018



 
Denar dla Szczurołapa” to książka, którą musiałam przeczytać, gdyż legenda o Szczurołapie z Hameln zawsze mnie fascynowała. Przyznam też, że całym sercem jestem po stronie Szczurołapa. Należy zawsze dotrzymywać umów, niezależnie od tego, czego dotyczą.

Profesor Gabor Horthy ma zamiar rozwiązać zagadkę Flecisty z Hameln. Horthy nie jest zwykłym, typowym naukowcem, studiującym zakurzone annały gdzieś w piwnicznych archiwach bibliotek i uniwersytetów. On, podobnie jak jego przyjaciele, jest człowiekiem czynu, niestroniącym od ryzyka czy rozwiązań siłowych, przy tym nie zwykł się poddawać. 

 
Tym razem jednak jest tego bliski, im dalej bowiem zagłębia się w historię Szczurołapa, tym więcej zagadek napotyka na swojej drodze. I nie tylko zagadek. W pewnej chwili pojmuje, że zagrożone jest jego życie, a także życie bliskich mu osób i zastanawia się, czy istnieje bezpieczny sposób zerwania umowy ze Złym. Tylko czy na pewno ze Złym zawarł niekorzystną dla siebie umowę?

Horthy zamknął komputer i w pokoju zrobiło się całkiem ciemno.
Grajek w legendzie wrócił po dzieci pod straszliwą postacią myśliwego… Horthyemu przyszły na myśl słowa z nagrobka Erdmanna: „Strzeż się sideł myśliwego i zarazy…”

Początkowo akcja książki wydała mi się niezbyt porywająca, na szczęście lubię takie wolno snujące się historię. Czytałam więc dalej, podziwiając nie tylko ogromną wiedzę autora, ale także jego umiejętność „sprzedania” tej wiedzy czytelnikowi. Przedstawienia jej w taki sposób, by nie znudziła i nie przytłoczyła odbiorcy swoim ogromem, ale zaciekawiła i zachęciła do sięgnięcia po więcej.
    Po dosyć statycznym początku akcja książki się rozkręca, nabiera przyspieszenia, by od mniej więcej połowy biec w ostrym tempie. Zatem ci, którzy lubią czytanie „na zapartym oddechu”, także mogą poczuć się usatysfakcjonowani.


Legendę o Fleciście z Hameln autor przedstawia tak realistycznie, że wsłuchując się w nocne odgłosy za oknem miałam wrażenie, że po moim ogrodzie spacerują szczury. Na szczęście darzę te stworzonka wielką sympatią, więc obyło się bez paniki.

W piwnicy było całkiem cicho. Wydało mu się, że czuje jakiś nieprzyjemny odór, przypominający smród palonych włosów i fekaliów, i słyszy ciche słowo: „umowa”. Znów poczuł dreszcze na ciele. Rozejrzał się, starając się opanować emocje. W tym momencie prawie życzył sobie stanąć twarzą w twarz z namacalnym przeciwnikiem. Po tym nie było jednak nigdzie ani śladu. „Może jednak dostał się jakoś tutaj szczur i biegając po piwnicy, nadepnął przycisk kolejki. Słysząc moje kroki, ukrył się w jakimś kącie. Rozejrzę się za nim jutro podczas dnia” – pomyślał, ale wciąż czuł nieprzyjemne mrowienie.

Pan Michalak w ogóle ma talent do tworzenia realistycznych opisów, przez co z łatwością można zwizualizować sobie w wyobraźni kluczowe sceny. To wielki plus dla książki, gdy jej fabuła „ożywa” w głowie czytelnika. Zwłaszcza wtedy, gdy owa fabuła jest tak bardzo fascynująca, jak ta osnuta na starej legendzie powieść.

Jeśli jednak niespodziewanie usłyszycie dźwięk fletu, zróbcie szybko rachunek sumienia. Czy dotrzymaliście warunków wszystkich umów? Bo kto wie, czy Flecista nie zagrał właśnie dla Was?



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Replika.





wtorek, 2 października 2018

Tajemnica Bursztynowej Komnaty - Tomasz Michałowski




Tajemnica Bursztynowej Komnaty

 

Wydawnictwo: Siedmioróg
Rok wydania: 2018 


 
Michał, główny bohater książki „Tajemnica Bursztynowej Komnaty”, jest młodym detektywem. Nie potrafiłam dokładnie ustalić jego wieku, ale skoro posiada uprawnienia do prowadzenia pojazdów mechanicznych, musi być pełnoletni. Popija też drinki, ale to akurat nie jest żadnym miernikiem wieku. W każdym razie Michał jest starszy od swojej kuzynki Magdy, nad którą zlecono mu opiekę podczas jej pobytu w Polsce.
Młodego mężczyzny nie zachwyca nałożony nań obowiązek, choć lubi swoją amerykańską kuzynkę. Po prostu nie ma to czasu, powinien bowiem zajmować się wyjaśnieniem dziwnych zjawisk, od pewnego czasu zakłócających spokój Pojezierza Czartowskiego. Postanawia zatem zawieźć Magdę do babci, szczęśliwym zrządzeniem losu mieszkającą właśnie tam, gdzie pojawiają się upiory przyodziane w krzyżackie szaty. Nie przewidział jednak, że to właśnie Magda pierwsza zetknie się z przerażającą zjawą.

A był nim rosły rycerz w długim białym płaszczu z czarnym krzyżem, który rozwiewał się za nim w pędzie. Zjawa trzymała w ręku pochodnię. Przez chwilę w nierzeczywistym świetle smolnych płomieni zamigotała kolczuga i przypasany do boku miecz. Rycerz odwrócił głowę w stronę wpatrzonej w niego dziewczyny. Przez podniesioną przyłbicę wpatrywały się w nią puste oczodoły ludzkiej czaszki.




Tajemnica Bursztynowej Komnaty” jest książką dla młodzieży, lecz przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem, choć do młodzieży od dawna trudno byłoby mnie zaliczyć. Tomasz Michałowski umiejętnie gra na emocjach czytelnika. Dozuje napięcie w taki sposób, że nie ma tu miejsca nawet na chwilę nudy. Co ważne, nie ma też przesytu, skumulowania emocji, co często prowadzi do efektu odwrotnego niż zamierzony, czyli do znużenia czy nawet zobojętnienia na losy bohaterów.
Autor serwuje czytelnikowi bardzo plastyczne opisy, dające ogromne pole dla wyobraźni. Czytając opis zjawy, niemal czułam na plecach jej oddech.

Łańcuchy – bo to mogły być tylko grube, ciężkie łańcuchy – jęczały przeciągle, jakby poruszały się z każdym krokiem nadbiegającego zwierzęcia.

Ciekawym zabiegiem jest sięgnięcie po rozwiązania rodem z literatury SF. Pies, który nie jest zwyczajnym psem i samochód niebędący zwykłym samochodem – te elementy fabuły z pewnością zainteresują miłośników fantastyki. W opisie nadzwyczajnych możliwości pojazdu wyczułam fascynację autora książkami o Panu Samochodziku. A może to tylko moja własna fascynacja tymi książkami każe mi przypisywać Tomaszowi Michałowskiemu tę cechę?

Wszystkie elementy samochodu nagle nabrały samodzielnego życia. Fotel Magdy zaczął przesuwać się za siedzenie kierowcy, a tylne siedzenia zostały złożone w niewielkie kostki i uformowały wąski bagażnik. Równocześnie boki samochodu zaczęły się do siebie zbliżać, a tył i przód – oddalać.

Gdzie by nie leżała prawda, pomysł jest przedni, świetnie podnoszący atmosferę tajemniczości. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej książki, ufając, że autor zdradzi, kim jest zleceniodawca Michała, dysponujący tak nietypowymi środkami.


Zachwycił mnie język autora, idealnie dostosowany do możliwości percepcyjnych młodego odbiorcy. Wszystko jest tu podane w doskonałych proporcjach. Pan Michałowski nie sili się na przesadnie młodzieżowy slang, nie posługuje się też językiem nadmiernie wyszukanym. Autor oszczędził też czytelnikom nachalnej dydaktyki, tak częstej w powieściach dla młodzieży, a przynoszącej zazwyczaj odwrotny od zamierzonego skutek. Książka zawiera ważne przesłania, które jednak przekazane są jakby mimochodem, niemal niezauważalnie. To sprawia, że zapadają w pamięć mocniej niż te ładowane do głowy łopatą.

Reasumując, „Tajemnica Bursztynowej Komnaty” jest książką wręcz idealną dla młodego czytelnika. Zaspokoi nie tylko jego apetyt na niesamowitą opowieść i dreszcze emocji, ale również ukaże kilka prawd, które nam, dorosłym, wydają się oczywiste, ale niekoniecznie są oczywiste dla osób z nie całkiem jeszcze ukształtowanym charakterem. Polecam serdecznie.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Siedmioróg.




sobota, 15 września 2018

Rok we mgle - Michelle Richmond



Rok we mgle

 

Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
 
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2018

 
Abigail i Jake tworzą niemal doskonały związek. Oboje mają za sobą trudne przejścia. Ona musiała pogodzić się ze śmiercią ukochanego, on z rozstaniem się z żoną, która pewnego dnia po prostu „odeszła w siną dal”, porzucając męża i córeczkę.
Czas powoli zaleczył te rany i kiedy Abigail i Jake się spotkali, w ich sercach znalazło się już miejsce na nową miłość. Miłość dojrzałą, pełną obopólnego zaufania, zrozumienia, tolerancji dla drobnych słabości partnera.
Jake uwielbia swoją córeczkę Emmę, a dla Abigail dziewczynka stała się kimś więcej, niż tylko „dobrodziejstwem inwentarza”. Z przyjemnością zajmuje się dzieckiem i kocha je głęboko.
Sielanka trwa do czasu, gdy pewnego dnia podczas spaceru po plaży Emma znika. Wystarczyło czterdzieści sekund nieuwagi, by dziecko rozpłynęło się we mgle.

Nie wiem, kiedy zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Szłam coraz dalej, ale wciąż nie widziałam Emmy. Wyciągnęłam ręce przed siebie, wiedząc przecież, że to absurdalny gest, że w ten sposób nie można rozproszyć mgły.

Od tej chwili życie Abigail i Jake’a zaczyna przypominać koszmar. Każda myśl, każdy czyn, wszystko jest przyporządkowane jednemu celowi – odnalezieniu zaginionego dziecka.



Rok we mgle” Michelle Richmond to głębokie studium psychiki kobiety zrozpaczonej, zmagającej się z poczuciem winy. Możemy śledzić to, co dzieje się w głowie Abigail, poznajemy jej najskrytsze myśli, w głównej mierze związane z wyrzutami sumienia. Widzimy, jak destrukcyjny wpływ na idealny z pozoru związek miało zaginięcie małej Emmy, jak krok po kroku znika więź, zastępowana niedomówieniami czy milczeniem ciążącym niczym brzemię. Michelle Richmond pokazuje również wewnętrzną siłę bohaterki, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Abigail nie dopuszcza do siebie myśli, że Emma mogłaby nigdy się nie odnaleźć.

Rok we mgle” jest świetną książką, poruszającą bardzo ważne problemy, i byłabym w pełni usatysfakcjonowana lekturą, gdyby nie jedno „ale”. Otóż powieść prezentowana czytelnikom jako thriller moim zdaniem absolutnie thrillerem nie jest. Jest za to interesującą powieścią psychologiczną, i właśnie tak postanowiłam ją ocenić, uznając zaliczenie jej do gatunku thrillerów za sprawę drugorzędną. Wszak klasyfikacja podobnie jak tytuł czy okładka nie wpływa na treść, a dla mnie liczy się tylko ta ostatnia.
Polecam zatem wszystkim tę pozycję nie jako thriller, lecz dobrą powieść psychologiczną.




Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte.



wtorek, 11 września 2018

W żywe oczy - J P Delaney




W żywe oczy

 

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2018


 
Claire uczy się aktorstwa, lecz w jej przypadku wydaje się to całkowicie zbędne. Ona jest aktorką i zawsze była. Aktorstwo stanowi integralną część jej osobowości. Claire urodziła się aktorką, tak jak inni rodzą się leworęczni, a jeszcze inni muzykalni.

Ludzie z konieczności imają się przeróżnych zajęć. Jedni stają przy zmywaku, drudzy sprzątają toalety, są też tacy, którzy się prostytuują. Claire natomiast zostaje zawodową prowokatorką – na zlecenie zdradzanych żon podrywa wiarołomnych mężczyzn, by zdobyć dowody ich zdrad. W ten sposób poznaje Patricka – mężczyznę, który oparł się jej wdziękom, i później, po tragicznych wydarzeniach, zaczyna się zastanawiać, czy jego zachowanie było autentyczne. Naprawdę był wiernym mężem, czy może z jego strony również to była tylko gra?



Claire kłamie. Robi to perfekcyjnie, bez mrugnięcia okiem, dlatego jest tak dobra w swojej profesji. Ale Patrick, detektyw frank Durban i doktor Kathryn Latham również kłamią. Czy w tym zbiorowisku kłamców znajdzie się choć jedna osoba, której można wierzyć bez zastrzeżeń? Zaufać?

....– Do diabła, Claire. Jak miałbym udowodnić coś, czego nie ma? – Twarz napięła mu się ze złości.
Nie wiem – odpowiadam. – I właśnie na tym polega problem, prawda? Jak mamy znowu sobie zaufać, skoro obydwoje wiemy, jak świetnie potrafimy kłamać?

Myślę, że każdy z nas znalazł się kiedyś w sytuacji, gdy musi wyrobić sobie zdanie na jakiś temat, mając do dyspozycji wyłącznie opinie innych ludzi, bez możliwości zdobycia jakiegoś namacalnego dowodu. Problem zaczyna się wtedy, gdy te opinie są krańcowo różne. Konieczność dokonania wyboru na tak kruchej podstawie jak czyjeś słowa to doprawdy wielkie wyzwanie.
      W takiej właśnie sytuacji znalazła się Claire, główna bohaterka thrillera psychologicznego „W żywe oczy”. J P Delaney stworzył świetny portret psychologiczny kobiety do tego stopnia oplątanej siecią kłamstw, że nie wie już, czy w jej otoczeniu znajduje się bodaj jedna osoba, której można wierzyć. 

 
Podobnie jak podczas czytania „Lokatorki”, jestem pełna podziwu dla autora za jego znajomość tajników kobiecej duszy. Delaney pisze o kobietach jak kobieta, przedstawia typowo kobiece spojrzenie pewne problemy, dlatego jego bohaterki są tak autentyczne.

Jako thriller, książka spełnia wszystkie wymogi tego gatunku. Jest zbrodnia, są podejrzani. Gdzieś tam w odległym tle snuje się policyjne śledztwo, my natomiast towarzyszymy bohaterce w jej dążeniach do poznania prawdy. Napięcie narasta. Z każdą przeczytaną stroną zyskujemy więcej pewności, że poprzez swoje postępowanie Claire sprowadzi na siebie poważne kłopoty. To nie może skończyć się dobrze. A jak było naprawdę? O tym musicie przekonać się sami.




Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte.