sobota, 18 marca 2017

Zima z Repliką czyli „Jutro będzie normalnie” Agnieszki Lis

Jutro będzie normalnie” autorstwa Agnieszki Lis to wciągająca opowieść o współczesnej kobiecie. Można by powiedzieć, że nawet nader współczesnej. Małgośka – główna bohaterka książki – to osoba, którą chyba wszystko w życiu spotkało. Sieroctwo, mobbing w pracy, zdradzający mąż i jeszcze ta teściowa... Mimo małego mieszkania dziewczyna nie załamuje się. Dzielnie wychowuje swojego czteroletniego synka i znosi uroki awansu, marząc o małym, białym domku, który mógłby być również żółty. Zdawałoby się, że więcej już nie może się wydarzyć, że temat został wyczerpany, a jednak bohaterkę wciąż spotykają niezwykle ciekawe perypetie. Sama o sobie mówi, że jest szczęściarą, ale czy szczęście wystarczy, aby przejść, a raczej prześlizgnąć się przez życie cało? 
/źródło opisu: nota wydawcy/

Przeczytałam opinie na „Lubimy czytać” i  dowiedziałam się z nich, że to historia jakich wiele, że książka jest lekka i miła, w sam raz do poczytania dla relaksu.
Lekka? Nic bardziej mylnego! 

Małgosia, Zbyszek i Mamusia to ciekawy zbiór różnych cech charakteru, i to nie zawsze pięknych. Najmniej zaskoczył Zbyszek, który chyba nie dorósł do roli męża i ojca. Ale dla mnie jest on tylko postacią poboczną, stanowiącą tło dla głównych bohaterek czyli Małgośki i jej teściowej, zwanej nieco ironicznie Mamusią.
     Irytowała mnie uległość Małgosi wobec Mamusi. Nie faktem, że synowa się nie buntowała, tylko tym, że nie miała innego wyjścia jak być uległą i z uśmiechem oraz słowami wdzięczności znosić fanaberie teściowej. Rozumiem doskonale frustrację Małgosi z powodu własnej bezsilności i niemożności spacyfikowania męczącej kobiety. 
Może dlatego książka tak przypadła mi do gustu?






środa, 15 marca 2017

Jagoda - Anna Kasiuk



Jagoda Cykl: Łowiska (tom 3) 


Autor: Anna Kasiuk

Wydawnictwo: Novae Res

Rok wydania:  2017

 

 

Baśniowa, romantyczna i jednocześnie pełna grozy – oto jaka jest „Jagoda”. To już trzecie po „Lewym brzegu” i „Mrokach Łowisk” spotkanie z Majką i braćmi Ławczukami, i niestety zarazem ostanie.
Anna Kasiuk mistrzowsko zagrała na emocjach czytelników, z każdą kolejną częścią wzmacniając napięcie, które w „Jagodzie” osiągnęło punkt kulminacyjny. Paweł, Robert, Majka, nienarodzone dziecko – nie wiadomo, po kogo sięgnie żądna zemsty Matylda, by spełnić groźbę zawartą w rzuconej przez siebie klątwie.

A życiem niech przypłaci za miłości tej krwawej żniwo. Wtedy jeno uwolni dziatwę swoją. Chcę krwi za krew wylaną”. 

 

Matylda jest niewątpliwie jedną z głównych bohaterek opowieści o „Łowiskach”, a jej tragiczna dola odbija się echem na losach przyszłych pokoleń. A gdyby tak pozbawić ją cech nadprzyrodzonych, odrzeć z tajemniczości? Kogo wtedy zobaczymy? Do głębi nieszczęśliwą kobietę, tęskniącą rozpaczliwie do tego, co było dla niej najcenniejsze.
     Autorka porusza tu niemiernie ważki problem. Jak daleko powinna sięgać zemsta? Czy mamy prawo żądać odpłaty za doznaną krzywdę od tych, którzy nigdy nie zrobili nam nic złego?
     Wbrew pozorom ta kwestia ciągle jest aktualna, mimo że rzadko kto sięga po aż tak drastyczne rozwiązanie jak odebranie życia. Ale pielęgnowanie w sobie nienawiści, karmienie się nią niejednokrotnie przez długie lata, również nie jest dobre dla duszy. To jak klątwa rzucona na samego siebie, nie pozwala bowiem na cieszenie się życiem, zatruwa każdą radość i prowadzi do zgorzknienia.

Drugim istotnym problemem poruszonym w tej trylogii jest trójkąt miłosny.
     Pawła i Roberta łączy silna braterska miłość, i nic tej miłości nie jest w stanie zniszczyć, nawet uczucie do tej samej kobiety. Choć na tym polu są dla siebie rywalami, nie potrafią odrzucić braterskich więzów i stanąć przeciwko sobie. Pozostawiają sprawę w zawieszeniu, licząc… No właśnie, na co? Że los sam zdecyduje, lub że to ona dokona wyboru?
     Lecz ona, ta kochana przez obu braci kobieta, również nie umie podjąć decyzji, gdyż obaj są dla niej ważni. Każdy z nich ujął ją za serce czymś innym i każdy czymś innym przyciąga, a niemożność wybrania jednego powoduje ciągły stres i coraz większe wyrzuty sumienia.

Ewa, czuję się jak dziwka. No kto tak robi? Dwóch braci, ja pomiędzy nimi i jeszcze dziecko. To jakaś patologia…”

Wśród tego całego zamętu stworzonego z miłosnego trójkąta i złowieszczej klątwy jest ktoś, kto wykazuje zdrowy rozsądek i w trudnych chwilach zawsze służy pomocą.
     Chociaż tak boleśnie doświadczona przez los, Ewa nie poddaje się pełnemu grozy nastrojowi, a jej cięte, często nieco złośliwe repliki zmuszają do uśmiechu i do radośniejszego spojrzenia w przyszłość.
    Mam nadzieję, że Anna Kasiuk ulegnie pragnieniom czytelników i dopisze czwartą część, i że poświęci ją właśnie tej postaci. Mam bowiem pewien niedosyt po przeczytaniu trzeciej części tego fasynującego cyklu. Mam za mało Ewy.

Ania stworzyła przepiękną opowieść, wyróżniającą się niesamowitym, spowitym mgłą tajemniczości klimatem, i nieszablonowymi, wyrazistymi bohaterami. Żadnego z nich nie można ująć w sztywne ramy, umiejscowić wyłącznie po jednej stronie, wszyscy bowiem wymykają się jednoznacznej ocenie. Są jednocześnie dobrzy i źli, bo jak ludzie w realnym życiu, oni także dokonują niekiedy złych wyborów. I właśnie dzięki temu są tacy prawdziwi.
Aniu, gratuluję całym sercem!

poniedziałek, 13 marca 2017

Zima z Repliką czyli „Otulone ciemnością” Hanny Greń

W Cieszynie młodzi chłopcy znajdują na brzegu rzeki martwą kobietę. Komisarz Benita Herrera otrzymuje polecenie zajęcia się śledztwem. Już pierwszy rzut oka na zwłoki mówi Benicie, że sprawa nie będzie łatwa, ciało bowiem nakryto białą tkanina, a w złączone jak do modlitwy dłonie zmarłej włożono świecę. Przy denatce znaleziono długi, ciemny włos oraz dwa tajemnicze rysunki. Pierwszy przedstawia klęczących na łące ludzi, drugi łan zboża.
Tropy prowadzą do Aleksandra Podżorskiego, noszącego pseudonim Gojny. Podżorski jest prywatnym przedsiębiorcą z Wisły. Policja uważa go za gangstera, szefa zorganizowanej grupy przestępczej, a jego przedsiębiorstwo za przykrywkę dla ciemnych interesów.
Spotkanie Herrery z Gojnym zostaje zorganizowane przez nadkomisarza Konrada Procnera, komendanta komisariatu w Wiśle. Wcześniej Benita zapoznaje się z wielką ilością informacji o Podżorskim, przez lata zbieranych przez policjantów. Jest zdezorientowana, z notatek tych bowiem wyłania się obraz przyzwoitego człowieka. 
/źródło opisu: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=623/



Ciężko jest zachwalać własną książkę, posłużę się więc fragmentami recenzji Katarzyny Stec, umieszczonej na blogu Książki na czasie:

Za jakie grzechy można pokutować? A za jakie zginąć? Hanna Greń i jej książka „Otulone ciemnością” dowodzą, że nie mają one terminu ważności, a ich konsekwencje rzutują na kolejne pokolenia i zmuszają do radykalnych działań. Wbrew prawu, z pozorną zgodnością z sumieniem.”
 
Książka „Otulone ciemnością” może wywołać sporą dyskusję. Motyw religijny przeplata się tu i łączy z praktykami seksualnymi wychodzącymi poza przyjęte normy. A wszystko to staje się siłą napędową głównego wątku, czyli tajemniczych morderstw. Gdzie naprawdę jest ich źródło? Kto ma motyw? Czy nawet w dobrym planie może pojawić się skaza, która go zniweczy? Gęsto tutaj od pytań. Gęsto też od przypuszczeń. A ostateczną odpowiedź wcale nie łatwo. I bardzo dobrze. Dzięki temu książka ta stanowi rewelacyjną mroczną rozrywkę, a jednocześnie wyzwanie, które fani gatunku powinni podjąć ochoczo.”


 
 

sobota, 11 marca 2017

Kryształowe serca - Augusta Docher



Kryształowe serca

Autor: Augusta Docher

Przedpremierowo

 
Kryształowe serca” to niepublikowana jeszcze powieść Augusty Docher. Z jej pierwszymi rozdziałami można zapoznać się na wattpad oraz na blogu autorki. Ja dostąpiłam zaszczytu przeczytania pliku recenzenckiego, za co jestem ogromnie wdzięczna, gdyż była to prawdziwa czytelnicza uczta.



Fabianę Czekaj poznajemy w chwili, gdy jej związek z niespełnionym (na własne życzenie) muzykiem Tymonem zaczyna ulegać powolnej destrukcji. Wprawdzie pracująca jako fotomodelka dziewczyna ze względu na oryginalną urodę nie musi narzekać na brak zleceń, to jednak z trudnością wiąże koniec z końcem. Utrzymanie z otrzymywanej nieregularnie pensji dwóch osób, z których jedna nie dość, że nie uzyskuje żadnych dochodów, to jeszcze trwoni ciężko zarobione przez Fabianę pieniądze na hazard, musi skończyć się kłopotami finansowymi. Mimo to dziewczyna trwa lojalnie przy ukochanym, nie chcąc dostrzec jego prawdziwej natury. Tak jest do czasu, gdy Tymon dopuszcza się fizycznego ataku. Dopiero wtedy z oczu spadają łuski i Fabianie ukazuje się cała prawda o ukochanym.

     Dziewczyna nie ma czasu na zastanawianie się nad przyszłością. Niespodziewanie zostaje uprowadzona na niemal drugi kraniec Europy, do rezydencji przedstawiającego się jako biznesmen Karima Kasymova. Fabiana nie potrafi pojąć przyczyn tego porwania. Nikt od niej niczego nie żąda, nikt jej nie gnębi. Przeciwnie, jest traktowana jak księżniczka, otoczona służącymi czekającym w gotowości na jej skinienie.

     Może są na świecie osoby, które przyjęłyby z radością fakt, że wreszcie nie muszą martwić się o pieniądze i mogą mieć wszystko, czego tylko zapragną, ale nie Fabiana. Dla niej klatka w dalszym ciągu pozostaje klatką, nawet jeśli jest złota.

    Wkrótce Fabiana wpada w drugą niewolę, tym razem zupełnie innego rodzaju – sama nie wie, jak to się stało, że zakochała się w swoim jednookim, niezbyt przystojnym i w dodatku aroganckim porywaczu. Ona również nie jest mu obojętna, lecz życie to nie bajka, w której zakochani wyznają sobie miłość, po czym żyją długo i szczęśliwie.



Muszę się przyznać, że w pierwszej chwili miałam pewne obawy, gdyż tytuł przywodził mi na myśl ckliwy romans, czyli gatunek, którego serdecznie nie znoszę. Ale w porę się zreflektowałam. Czytałam wszak Eperu, Habbatum i Batawe, i w żadnej z tych części cyklu Wędrowcy autorka nawet odrobinę nie zbliżyła się w stronę cukierkowego romansu, chociaż tam również pisała o miłości.

     Augusta Docher posiada niesamowity talent do opisywania wielkich uczuć bez używania w tym celu wielkich słów, i zapewne dlatego opowiadane przez nią historie brzmią tak prawdziwie.



Nie mógł przestać na nią patrzeć. Już prawie zapomniał, po co tu przyszli. Gdy na moment przesunął się nieco w bok, zauważył łagodną okrągłość jej lewej piersi, dostrzegł zaróżowioną brodawkę i zupełnie go to rozbiło.”



Podobnie rzecz się ma z bohaterami, do których absolutnie nie da się zastosować jednoznacznej miary. Pozytyw i negatyw? Ten numer tu nie przejdzie!

     Fabiana z jednej strony jest twardo stąpającą po ziemi, samodzielną i chwilami aż przesadnie odważną dziewczyną, z drugiej pozwala się wykorzystywać w imię źle ulokowanej lojalności, a jej zachowanie w rezydencji Karima niekiedy bywa kompletnie irracjonalne.

    Karim zaś, mimo że jest mężczyzną twardym, niepozwalającym sobie ani swoim ludziom na słabość, w konfrontacji z niespodziewanym uczuciem zaczyna się gubić, łamać narzucone przez samego siebie zasady. I mimo że jest wyćwiczony w unikaniu niebezpieczeństwa, kierując się miłością, zaczyna podejmować decyzje pod wpływem emocji, co na ogół nie kończy się dobrze.



Barierka poległa pod naporem i odleciała gdzieś na bok, ale to nic nie dało, bo u wylotu z zatoczki pojawił się drugi, jeszcze większy samochód. Hummer stanął w poprzek i mignął światłami.”



Drugoplanowi bohaterowie przedstawieni są w sposób, który pozwala w nich widzieć odrębne jednostki, a nie jedynie ludzkie tło dla wyeksponowania głównych postaci. Właściwie każdy z nich mógłby w dowolnej chwili wysunąć się naprzód, przyjmując pierwszoplanową rolę.

     Ta lekkość w kreowaniu ludzkich sylwetek i ich charakterów jest ogromnym atutem autorki. Dzięki niej powieść zyskuje na realizmie, a poszczególne sceny odbieramy tak, jakbyśmy oglądali wyjątkowo interesujący film.

    Podobnie ma się rzecz z językiem. Odpowiednie zachowanie proporcji między literacką polszczyzną a mową potoczną w dialogach sprawia, że ta ostatnia nie razi. Wręcz przeciwnie, przydaje dialogom autentyzmu, podobnie jak umiejętnie wplecione ironia czy dowcip.



Dużą uwagę poświęciłam scenom erotycznym, i to bynajmniej nie z chęci szukania podniet. Byłam ciekawa, jak autorka sobie z nimi poradzi, gdyż na tym polu poległo już wielu pisarzy.

     Erotyka jest chyba najtrudniejszym tematem, autor bowiem ma do dyspozycji wyjątkowo mały zasób słów. W polskim języku występują w zasadzie tylko dwa rodzaje określeń – albo są to określenia medyczne, albo wulgarne, dlatego większość czytanych przeze mnie scen miłosnych wywoływała albo niesmak, albo śmiech.

    Augusta Docher poradziła sobie z zadaniem śpiewająco, co w zasadzie nie powinno mnie dziwić, jest wszak autorką Akademii uległości! Skoro w tamtej, typowo erotycznej powieści, potrafiła stanąć na wysokości zadania i przedstawić miłość fizyczną w sposób aż wibrujący erotyzmem, nie zatracając przy tym dobrego smaku, dlaczego tutaj, w tych kilku scenach miałoby być inaczej?



Jedynym minusem (a raczej minusikiem) „Kryształowych serc” jest łatwość, z jaką bohaterowie wydostali się z opresji. Troszkę za sprawnie im to poszło, przez co pozostał pewien niedosyt. Przygotowana na ostre starcie dobra ze złem, miałam ochotę krzyknąć „Jak to? Tak po prostu?!”

     Ale to tylko osobiste odczucie „kryminalistki” żądnej drastycznych scen. Ktoś inny takie właśnie, a nie inne rozwiązanie może uznać za atut, dlatego polecam tę powieść wszystkim miłośnikom dobrej literatury.



czwartek, 9 marca 2017

Zima z Repliką czyli „Małe wojny” Joanny Kruszewskiej

Małe wojny i większe, gwałtowne wybuchy i fajerwerki – tak oto w skrócie wartkim tokiem akcji prowadzi Czytelnika autorka opowieści. Codzienność wcale nie jest tu oczywista, małe nieprawdy się nawarstwiają, a ułudy gromadzą i przesłaniają to, co najważniejsze.
Granica między rodzinną sielanką a koszmarem jest wyjątkowo płynna, niedojrzałość i dorosłość okazują się zaskakująco względne. Ale do głosu dochodzi również niezwykła wartość kobiecości - jej słabości i siły, a przede wszystkim przeróżne odcienie matczynej miłości.

Nic nie jest przesądzone, ale czy prawda faktycznie ma niezaprzeczalną wartość i musi zostać ogłoszona? Wszak „to, co przemilczane, nie znika, to musi gdzieś i kiedyś znaleźć ujście”...
/źródło opisu: http://www.replika.eu/


Małe wojny. Te dwa słowa idealnie oddają istotę problemu poruszonego w tej książce, gdyż wielkie tragedie czy dramatyczne sceny rodem z ckliwego romansu rzadko przydarzają się w prawdziwym życiu.
W rzeczywistości najbardziej irytują nas niby nic nieznaczące drobiazgi, a ich lekceważenie powoli zatruwa nam radość życia. To one są powodem większości małżeńskich czy rodzinnych kłótni, gdyż to one potrafią najbardziej ranić.
Tak naprawdę naszym udziałem są właśnie takie małe wojny. Postronnemu obserwatorowi mogą wydać się śmieszne te potyczki o detale, lecz zainteresowanym wcale nie jest do śmiechu.
Często, gdy słyszymy o rozpadzie jakiegoś związku, reagujemy zdziwieniem, bo przecież „oni byli takim zgodnym małżeństwem”! Tymczasem prawda wyglądała nieco inaczej, tylko że nie toczyli swoich małych wojen na forum publicznym. Ale pewnego pięknego dnia uznali, że mają już dość. Dość codziennych niesnasek, dość udawania, że wszystko jest w porządku, i przede wszystkim, dość obecności tej drugiej osoby.
Jaki będzie wynik „Małych wojen” Joanny Kruszewskiej? Kto wyjdzie z nich zwycięsko, a kto zostanie przegranym? Nie dowiedzie cię, jeśli nie przeczytacie tej książki.


wtorek, 7 marca 2017

Królowa Śniegu - Anna Klejzerowicz



Królowa Śniegu


Autor: Anna Klejzerowicz

Wydawnictwo: Filia 

Rok wydania: 2017



Wyjątkowo długa i mroźna zima, małe miasteczko pod Gdańskiem i morderca, który zbiera krwawe żniwo. W lasach i na bezdrożach zamarzają ludzie. Starsi mieszkańcy zaczynają szeptać o tajemniczej klątwie sprzed lat. 
(źródło opisu: http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/186)

Już ten fragment opisu wystarczyłby do przyciągnięcia mojej uwagi, a to z uwagi na wzmiankę o mordercy i krwawym żniwie, co sugeruje nie dość, że wielokrotność, to jeszcze brutalność. A tu dodatkowo wspomniano o śmierciach (znów ta lubiana przeze mnie liczba mnoga) w wyniku zamarznięcia i o klątwie. 
   W tej sytuacji nie miałam innego wyjścia, jak natychmiast sięgnąć po książkę, zwłaszcza że jej autorką jest Anna Klejzerowicz. Przeczytałam wszystkie książki Ani i na żadnej się nie zawiodłam, przeciwnie, lektura każdej z nich stanowiła czystą, niczym nieskalaną przyjemność.

Tym sposobem trafiłam do popegeerowskiej gminy Kryszewo w okolicach Gdańska, gdzie zawarłam bliższą znajomość z Felicją Stefańską – dziennikarką o znacznie wyższych aspiracjach niż prowadzenie małomiasteczkowej gazety i pisanie o lokalnych, ani trochę niewybijających się ponad przeciętność sprawach.
   Z codziennej rutyny wybija ją fala tajemniczych zgonów. We wszystkich przypadkach przyczyną śmierci jest zamarznięcie, co w zasadzie nie powinno dziwić, wszystkie ofiary bowiem należały do grona osób lubiących raczyć się alkoholem, i z pewnością nie zaliczały się do miejscowego establishmentu. Co może być niezwykłego w tym, że zapijaczony menel, mocno przeholowawszy z podłego gatunku alkoholem, zasnął gdzieś w rowie i zamarzł? Wszak zima tego roku postanowiła udowodnić ludziom, że jest naprawdę groźnym żywiołem.
   A jednak dziennikarce coś w tej hurtowych zamarzniciach nie pasuje i mimo kategorycznego sprzeciwu radnej Grety Pazik, prywatnie przyjaciółki Felicji, postanawia przyjrzeć się sprawie nieco bliżej. W sukurs przychodzi jej aspirant Zygmunt Ryba, który także uważa, że za serią zgonów kryje się coś więcej aniżeli wyłącznie zamarznięcie, zwłaszcza że miejscowi co rusz przebąkują o klątwie.
   Kto i dlaczego miałby tę klątwę rzucić? Wydobywanie informacji z mieszkańców miasteczka przypomina próbę wyciśnięcia wody z kamienia, a rozmowa z jedynym ocalałym także nie rzuca zbyt wiele światła na zagmatwaną sprawę, mężczyzna bowiem twierdzi, że w lesie spotkał Królową Śniegu.

Ale ona taka przepiękna była. Miała białą… no, taką suknię. Albo płaszcz. Z kapturem i cały misiem obszyty. I takie coś srebrne na czole.”

Zafascynowało mnie to połączenie świata baśni z obrazem małego miasteczka, w którym zamiast dźwięku cudownych dzwoneczków, „pospolitość skrzeczy”. 
   Likwidacja PGR-ów dotknęła mieszkańców Kryszewa o tyle, że pozbawiła ich pracy, nie wpłynęła jednak jakoś znacząco na zmianę ich trybu życia. Pomoc społeczna, polegająca li tylko na wypłacaniu zasiłków, pozwoliła im w dalszym ciągu hołdować pijaństwu i nieróbstwu. Właściwie teraz mieli się nawet lepiej, nie musieli bowiem tracić czasu na pracę, mogąc całkowicie oddać się przyjemniejszemu zajęciu.
   Anna Klejzerowicz świetnie to uchwyciła. Jej pijaczkowie, ich znękane żony i zaniedbane, chylące się ku upadkowi domostwa, to przerażający w swym realizmie obraz popegeerowskich miejscowości. Naprawdę niewiele tu przejaskrawienia! Spotkałam zbyt wielu takich Mietków Nowaków, by tego nie widzieć. Zapatrzeni w obłe kształty butelki, niewiele wykazują zainteresowania innymi sprawami, a wykształcenie czy rozwój intelektu w ogóle nie mieści się na ich liście priorytetów. Dlatego wiara w klątwy czy nagłe zstąpienie na ziemię baśniowej postaci nie dość, że nie jest wykluczona, to wręcz całkiem prawdopodobna. Zabobon zawsze kroczy ścieżkami, do których wiedza nie ma przystępu.
    Autorka pięknie uchwyciła również typową małomiasteczkową społeczność, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, gdzie przyjezdny traktowany jest z nieufnością i pozostaje obcym przez długie lata mimo chęci zasymilowania się z mieszkańcami miasteczka.
Z tym tłem pięknie kontrastuje na wskroś „miastowa” Felicja, dla której zrozumienie mentalności tubylców jest chwilami prawdziwym wyzwaniem.

Nie ulega wątpliwości, że bohaterowie to ogromny atut tej powieści.
   Kolejnym jest zagadka kryminalna, sięgająca korzeniami daleko wstecz, mogąca zadowolić najwybredniejszego amatora tego gatunku literackiego. Nie sposób też nie wspomnieć o pięknej polszczyźnie autorki, w umiejętny sposób przeplatanej wyrażeniami potocznymi i gwarowymi, co dodaje wypowiedziom realizmu.
   I na koniec okładka. Ponure drzewa na pokrytej śniegiem przestrzeni i na ich tle samotny człowiek. Aż się chce zakrzyknąć, żeby zawrócił, nie szedł tam, gdzie wśród szarych pni czai się zło. 
 
Jedynym minusem jest wprowadzenie zbyt wielu informacji kierujących uwagę na sprawcę, przez co tożsamość Królowej Śniegu zbyt szybko stała się dla mnie oczywista. Ale ten minus jest maleńki, taka kreseczka zaledwie, zawsze bowiem bardziej interesowała mnie odpowiedź na pytanie „dlaczego”, niż „kto”.






piątek, 3 marca 2017

Syreny - Joseph Knox

 

Syreny

Autor: Joseph Knox 

 

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2017

 

 

Joseph Knox jest zawodu księgarzem, a z zamiłowania amatorem i znawcą kryminałów, nic więc dziwnego, że do tego gatunku zalicza się jego debiutancka powieść.
Tytułowe „Syreny” to młode, piękne kobiety odbierające dzienne utargi z klubów podporządkowanych Franczyzie czyli organizacji przestępczej parającej się handlem wszelkiego rodzaju narkotykami. W przeciwieństwie do tych mitycznych, Syreny wykreowane przez Knoxa nie wabią śpiewem, nie pragną zawładnąć mężczyznami. One są po prostu kurierkami wykonującymi pracę, na którą w większości zgodziły się dobrowolnie, widząc w tym szansę na dorobienie się przyzwoitego kapitału i dostatnie życie w przyszłości.
     Pewnego dnia w ich świat wkracza Aiden Waits, skompromitowany i oficjalnie zawieszony w obowiązkach policjant. Przyłapany na kradzieży narkotyków z magazynu dowodów rzeczowych, Waits dostaje propozycję nie do odrzucenia – musi wniknąć w struktury Franczyzy i rozpracować ją od środka. W przypadku odmowy zostanie oskarżony i skazany, a dla policjanta pobyt w więzieniu najczęściej równoznaczny jest z wyrokiem śmierci. 
     Tak więc pozbawiony pola manewru Aiden decyduje się przyjąć narzuconą mu rolę, chociaż niemal od razu zakres jego obowiązków zostaje powiększony o odszukanie i sprowadzenie do domu uciekinierki – młodziutkiej córki znanego polityka, która właśnie wśród ludzi Franczyzy znalazła sobie schronienie.

    Waits nie jest bohaterem jednoznacznym. Z jednej strony wzbudza sympatię, wykazując bezkompromisowość w działaniu. Pomimo wrażenia, że sprzysiągł się przeciwko niemu cały świat, mimo zbieranych cięgów nie tylko ze strony gangsterów, lecz także kolegów po fachu, on z uporem poszukuje prawdy, chociaż z każdym dniem zyskuje coraz większą pewność, że ta prawda okaże się niewygodna dla większości zainteresowanych i tak właściwie to nikt nie chce jej poznać.
    Aiden ma w sobie dużo szlachetności, ale potrafi też zachować się jak pozbawiony krzty instynktu samozachowawczego, bezrozumny idiota, a skłonność do wspomagania się alkoholem i amfetaminą na pewno mu nie pomaga. Ale to dobrze, że jest właśnie taki. Dzięki temu jest bardziej prawdziwy, bardziej „ludzki”.
     W zasadzie nie zauważyłam w książce ani jednej postaci, która byłaby li tylko pozytywna. Nawet tytułowe „Syreny”, zniewolone poprzez zwyczaje i prawa panujące w organizacji, nie wzbudziły mojej pełnej sympatii, większość bowiem nieszczęść spotkało je na ich własne życzenie. Ogłupione wizją dostatniego życia, merkantylne, fałszywe i niezdolne do empatii, kierują się wyłącznie osobistymi korzyściami, przez co chwilami irytowały mnie ponad wszelkie wyobrażenie. I bardzo dobrze! Nie ma nic gorszego od bohatera niewzbudzającego większych emocji, a u Knoxa mamy tych emocji aż nadto.

Syreny” doskonale oddają ponury klimat przestępczego Manchesteru, rządzonego żelazną ręką przez „żołnierzy” Franczyzy, niewahających się za pomocą okrutnych, niejednokrotnie krwawych działań wymuszać respektowanie drakońskich zasad.
     Knox doskonale dawkuje napięcie, przechodząc od niby niewinnego poszukiwania uciekinierki do handlu narkotykami, by dojść do krwawych zbrodni oraz seksualnego wykorzystywania nieletnich. Dzięki temu zabiegowi fabuła nie męczy jednostajnością, a rozwiązanie zagadki, miast się przybliżać, znika wśród nowych ustaleń skomplikowanego śledztwa.

Na uwagę zasługuje także język autora; jędrny lecz nie epatujący przesadną wulgarnością sprawia, że sceny zyskują na realizmie, przenikając czytelnika do głębi.

I na koniec okładka, mroczna i ponura, idealnie oddająca klimat powieści. Lubię, gdy okładka nawiązuje do treści książki, gdy jest z nią w jakiś sposób połączona, i tutaj dostałam dokładnie to, co uważam za warunek wręcz obowiązkowy.

Podsumowując – „Syreny” Josepha Knoxa są wyjątkowo udanym debiutem. Ufam, że autor na tym nie poprzestanie i będziemy mieć okazję jeszcze nie raz spotkać się z wykreowanymi przez niego bohaterami.

piątek, 24 lutego 2017

Karuzela - Agnieszka Lis


Karuzela

Autor: Agnieszka Lis

 

Wydawnictwo: Czwarta strona

Rok wydania: 2017


 
Po przeczytaniu „Karuzeli” musiałam trochę od niej odpocząć, pozwolić ostygnąć emocjom, wyciszyć szalejące w głowie myśli. Nie jest to łatwa, lekka opowieść, dotyka bowiem najgłębszych pokładów tkwiącego w nas strachu. 
Lęk przed nierokującą wyleczenia chorobą mieszka w każdym, lecz tylko nieduża część społeczeństwa stara się zminimalizować niebezpieczeństwo, poddając się regularnie badaniom kontrolnym. Większość zwyczajnie je lekceważy, wynajdując różne wymówki. „Nie mam czasu”, „nie będę wydawać pieniędzy na bzdury” czy najpopularniejsze „oj tam, przecież nic mi nie jest”, to standardowe tłumaczenie własnego zaniedbania. 
     A zdrowie mamy tylko jedno, tak jak tylko jedno życie nam dano. Komunał? Owszem, ale jakże prawdziwy, o czym przekonała się bohaterka „Karuzeli”.

Renata jest niepracującą matką trojga dzieci. Kocha je całym sercem, tak jak kocha swojego wiecznie zapracowanego męża, a jednak chwilami ma serdecznie dość wiecznej gonitwy. Dom, szkoła, przedszkole, potem zakupy, potem przygotowanie obiadu… Wydaje się, że minęło zaledwie kilka chwil, a już trzeba jechać po dzieci. A więc znowu dom, szkoła, przedszkole, potem pomaganie w nauce, sprzątanie…
     Nic więc dziwnego, że kobieta czuje się jak na karuzeli, z której nie sposób zeskoczyć. Gdy zaczyna mieć problemy ze zdrowiem, lekceważy objawy. Lekceważy też zalecania lekarza, twierdząc, że nie ma czasu na wykonanie badań. Przecież to tylko przeziębienie!
     Ale choroba nie mija. Choroba pokochała Renatę, upodobała ją sobie i nie odpuszcza, zagnieżdżając się coraz głębiej w słabnącym, pozbawionym odporności ciele. I gdy w końcu znękana dolegliwościami kobieta trafia do szpitala, okazuje się, że może być już za późno.

Agnieszka Lis stworzyła coś niepowtarzalnego. „Karuzela” to powieść, której nie da się po prostu odłożyć po przeczytaniu na półkę i wyprzeć z pamięci.
     Przejmująca historia Renaty nie opowiada wyłącznie o jej losach, mamy tu bowiem przekrój zachowań całej rodziny. Bezsilność, gniew, zwątpienie i chęć wyparcia prawdy to jakże typowe reakcje osób, które nagle dowiadują się o chorobie, i taka też była reakcja Renaty.
     Choroba zniszczyła niejeden związek, nic więc dziwnego, że mąż bohaterki, Mateusz, zmęczony gonitwą między domem, pracą i szpitalem, chwilami odbiera chorobę żony jako cios wymierzony bezpośrednio w siebie, jakby to właśnie jemu los zrobił na złość. Dzieci także nie przyjmują ze spokojem choroby matki i z typową dla tego wieku logiką mszczą się za swoją krzywdę na otoczeniu.

Chociaż tragiczna w swoim przesłaniu, książka Agnieszki Lis niesie również nadzieję. Pokazuje miłość. Nie taką, która przejawia się w nieokiełznanych porywach serca, lecz spokojną, dojrzałą, zdolną do poświęceń. Miłość bezwarunkową, która znaczy dużo więcej.

Trudno mi było czytać tę książkę właśnie teraz, w czasie gdy moja jedyna siostra walczy z chorobą nowotworową. Ale nie żałuję, gdyż wiem, że odkładając ją bez czytania, straciłabym coś niepowtarzalnego – „Karuzela” dała mi siłę, tak bardzo teraz potrzebną.

 
To zdjęcie tak bardzo skojarzyło mi się z „Karuzelą”, że musiałam je tutaj umieścić. Bo Mateusz na ławeczce zasiądzie sam…

środa, 22 lutego 2017

Ważka - Małgorzata Rogala

 

Ważka

 

Cykl: Agata Górska i Sławek Tomczyk tom 3 

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Rok wydania: 2017 


Ważka” to trzecie już spotkanie z sympatyczną parą policjantów wykreowanych przez Małgorzatę Rogalę.

Agata Górska i Sławek Tomczyk prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza, którego zwłoki znaleziono w redakcji gazety internetowej. Policjantom wystarczyło zadanie kilku zaledwie pytań, by z odpowiedzi wyłonił się niepiękny obraz – denat nie był świetlaną postacią, a takie cechy jak uczciwość czy rzetelność dziennikarska były mu z gruntu obce. Nic więc dziwnego, że lista podejrzanych zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie, a uzyskane w żmudnym dochodzeniu informacje nie raz sprowadzały policjantów (a przy okazji i czytelnika) na manowce.
     Agata oprócz działań zmierzających do wykrycia sprawcy zabójstwa dziennikarza prowadzi dodatkowo prywatne dochodzenie, pragnąc wykryć zabójcę swoje koleżanki, a także powód, dla którego Lena musiała zginąć. Jedyną wskazówką jest broszka w kształcie ważki, o której Lena wspomniała przed śmiercią.



Z niecierpliwością wyczekiwałam na kolejne spotkanie z Agatą i Sławkiem, gdyż po przeczytaniu „Zapłaty” i „Dobrej matki” było to jak czekanie na wizytę przyjaciół. I mogę powiedzieć jedno – było warto!
     Małgorzata Rogala utkała tak misterną intrygę kryminalną, że może ona zadowolić najwybredniejszego konesera tego gatunku literackiego. Wszystko tu zazębia się wręcz idealnie, nie ma niedokładności czy nawet drobnych niejasności, nic nie jest pozostawione przypadkowi.
    Jako „kryminalistka” mogę powiedzieć, że jest to bardzo „piękna zbrodnia”, idealnie rozpisana na doskonale wykreowane role. 
 
Agata i Sławek… ta para wyjątkowo przypadła mi do gustu. Choć od pierwszych stron wiadomo, że odczuwają wzajemny pociąg, w ich relacji nie ma niczego przesłodzonego czy sztucznie wzniosłego, a żartobliwe docinki i celne, często nieco złośliwe repliki sprawiają, że obraz bohaterów staje się niezwykle realny.
    Podoba mi się również język autorki. Piękna, barwna polszczyzna w narracji, przeplatana jest żywymi, niekiedy jędrnymi dialogami, a wszystko to bez silenia się na tak modny ostatnimi czasy pseudo policyjny slang, który u ludzi znających nieco policyjne środowisko wywołuje najczęściej tylko uśmiech politowania. 

I na koniec okładka, według której teoretycznie nie ocenia się książek. Ale… załóżmy, że nigdy dotąd nie słyszałam o Małgosi Rogali i jej książkach. Wchodzę do księgarni, a tam z półki zerka na mnie ta delikatna, zwiewna ważka, trzepocząc zachęcająco skrzydełkami. Czy ktoś mógłby się jej oprzeć? Ja na pewno nie!

środa, 15 lutego 2017

Zima z Repliką czyli „Wyzwolona” Róży Lewanowicz

Łukasz był przekonany, że wszystkie problemy jego i jego żony się skończyły. Stawił już czoła porwaniu Justyny, całej jej tajemniczej przeszłości, a nawet odnalazł ją w środku wojennej zawieruchy w Afganistanie. Zawarł nowe przyjaźnie i uratował swoje małżeństwo. Ale czy na pewno?
Okazuje się, że jego ukochana ma jeszcze jednego wroga, najgroźniejszego ze wszystkich, który dla zemsty gotów jest posunąć się do najgorszego. Jego gniew ma dosięgnąć już nie tylko Justynę, ale także jej najbliższych. Justyna i Łukasz będą musieli zmierzyć się z całkiem nowymi wyzwaniami, zarówno na polu zawodowym, jak i prywatnym. Z pomocą przyjaciół zrobią wszystko, aby spełniło się ich największe marzenie, a ich mające się dopiero urodzić dziecko było bezpieczne. 
/ źródło opisu: Wydawnictwo Replika, 2016/

 
     Miałam spory problem z pisaniem o tej książce, gdyż wszystkie nasuwające się na myśl określenia zużyłam przy próbie przybliżenia Wam poprzednich części. Poza tym wszystkie wydały mi się zbyt blade, niedostatecznie adekwatne, tylko w części oddające cały ogrom emocji odczuwanych w trakcie czytania tej książki. Poprzednie części cyklu oceniłam jako świetne, więc o „Wyzwolonej” mogę napisać tylko jedno – jest doskonała!
     Wśród zalewu przeciętnych książek, powielających znane do znudzenia schematy, cykl Rózy Lewanowicz jawi się jak jasne światełko pośród mglistych szarości. Darujcie to górnolotne porównanie, ale oddaje ono w pełni moje odczucia po przeczytaniu „Wyzwolonej” i jej poprzedniczek – „Porwanej” i „Przebudzonej”.
     Tutaj nic nie jest sztampowe, nic nie jest oczywiste. Wszystko, począwszy od pomysłu, by to fabuły „zaangażować” CBŚ, najemników i wojsko, i skończywszy na nieoczywistym zakończeniu, tchnie tak bardzo pożądaną świeżością. Dodajmy do tego ciekawie wykreowanych bohaterów i piękną polszczyznę, zmyślnie przeplataną slangowymi wyrażeniami, i mamy niebanalną całość, dużo bardziej zasługującą na uwagę niż wiele powieści, okrzykniętych mocno na wyrost bestsellerami rodzimej literatury.
     Życzyłabym sobie częściej móc czytać takie książki. Mam nadzieję, że doczekam chwili, gdy czytelnikom i krytykom wreszcie otworzą się oczy i cykl Róży Lewanowicz zajmie należne mu miejsce na początku rangingu najlepszych powieści tego gatunku. 

 

środa, 8 lutego 2017

Zima z Repliką czyli „Przebudzona” Róży Lewanowicz

Justyna i Łukasz muszą poradzić sobie z nową rzeczywistością. W wyniku porwania dziewczyny wyszły na jaw od dawna skrywane przez nią tajemnice z przeszłości, które teraz wystawią ich małżeństwo na ciężką próbę. Łukasz nie jest pewien, czy odnajdzie w sobie dość siły, aby zaakceptować prawdę o swojej żonie. Oboje muszą zadać sobie pytanie, czy ich związek ma szansę przetrwać.

Jednocześnie sprawa porwania nie jest jeszcze zamknięta. Centralne Biuro Śledcze, Żandarmeria, prasa, a nawet politycy najwyższego szczebla to jeszcze inni uczestnicy dramatu. Zdaje się, że niemal każdy ma swój interes bądź w rozwiązaniu tej tajemnicy, bądź też w pogrzebaniu jej na wieki. Justyna, aby chronić siebie oraz swoich bliskich, podejmuje decyzję o powrocie do swego poprzedniego życia.
/źródło opisu: http://www.replika.eu/index.php?k=ksi&id=283/

   „Przebudzona” to kontynuacja  losów Justyny i Łukasza, przedstawionych w debiutanckiej książce Róży Lewanowicz „Porwana” i moim zdaniem warto zachować kolejność przy czytaniu, inaczej pewne wątki mogą być niezrozumiałe.
   Autorka mistrzowsko łączy wątki sensacyjno-kryminalne z wątkiem obyczajowym, serwując czytelnikowi prawdziwą ucztę. Mamy tutaj nie tylko zagadkę mogącą usatysfakcjonować najwybredniejszego nawet odbiorcę, ale także przekrój rozmaitych ludzkich zachowań, takich jak przemoc psychiczna i fizyczna czy poszukiwanie własnej tożsamości. Róża Lewanowicz podnosi też niezwykle ważny temat zaufania, bez którego w związku dwojga ludzi prędzej czy później musi dojść do kryzysu.
    Bohaterowie „Przebudzonej” muszą nie tylko uporać się z zagrażającym im niebezpieczeństwem, ale także z konsekwencjami braku zaufania. Muszą wyjść z ram stereotypu, każącego mężczyźnie w każdej sytuacji grać rolę niezłomnego, twardego macho, a kobietę sytuują jako tę słabszą, wymagającą opieki.
    Książka napisana jest językiem niezwykle plastycznym, z jednej strony zachwycającym piękną polszczyzną, z drugiej w pełni oddającym realizm rozmów najemników czy funkcjonariuszy wszelakich służb, a wszystko to zostało okraszone sporą dozą humoru.
     Szczerze polecam.



sobota, 4 lutego 2017

Zima z Repliką czyli „Miód na serce” Edyty Świętek

"Kiedy zdesperowana singielka postanawia zmienić swój stan cywilny, znajdujący się w zasięgu jej wzroku samotny mężczyzna ma nikłe szanse na pozostanie kawalerem. Nie inaczej jest w przypadku Ciaputka, na którego zarzuca sieci Agnieszka. Kobieta skutecznie realizuje zamierzenia, doprowadzając swego wybranka przed stopnie ołtarza. Na skutek niefortunnego splotu zdarzeń fajtłapowaty mężczyzna zostaje sam z półroczną córką Iwonką. Nadchodzi czas na to, aby w końcu dorosnąć i zatroszczyć się o maleństwo.
Sześć lat później Ciaputek nadal jest samotnym ojcem, ale z pomocą: mamusi, niani i wujaszka Google świetnie sobie radzi z opieką nad dziewczynką. Sęk w tym, że obydwoje odczuwają samotność i brakuje im w domu kobiety: matki dla dziecka, żony dla mężczyzny. Rezolutna Iwonka postanawia ożenić swojego „tatutka-ciaputka”. Ma już nawet upatrzoną kandydatkę na „panią Ciaputkową”.
„Miód na serce” to niezwykle ciepła i zabawna opowieść o tym co w życiu najważniejsze."


Nie całkiem zgadzam się z ostatnim zdaniem opisu.  „Miód na serce” jest powieścią niezwykle ciepła, ale nie nazwałabym jej zabawną mimo wielu humorystycznych scen. Odebrałam ją jako przejmującą, nabrzmiałą emocjami, pełną tęsknoty za bliskością drugiego człowieka i za bezwarunkową miłością. Taką, która jest zdolna do wyrzeczeń i akceptuje niedoskonałość.
Wzruszyła mnie ta książka tym więcej, że sugerując się opisem, oczekiwałam lektury lekkiej, łatwej i szybko popadającej w zapomnienie. Powinnam była pamiętać, że Edyta nie pisze takich książek!
Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się płakać nad lekturą, ale tu byłam tego niebezpiecznie bliska.

 

piątek, 3 lutego 2017

„Polowanie na Pliszkę” już w zapowiedziach


Powieść o tytule roboczym „Plamka na księżycu” właśnie ukazała się w zapowiedziach Wydawnictwa Replika.

 „Tylko ode mnie zależy twój los. Gdy w środku nocy usłyszysz szmer za oknami, to będę ja, i gdy w słońcu nagle pochłonie cię cień, to też będę ja. Nie uciekniesz przede mną.” 

     Kiedy Kornelia zaczyna otrzymywać tajemnicze listy z pogróżkami, uważa to za głupi dowcip. Żyje na uboczu, nie wchodząc nikomu w drogę i nie nawiązując żadnych bliższych relacji z innymi ludźmi, kto więc mógłby życzyć jej śmierci?      Jednak sytuacja staje się coraz poważniejsza, dlatego kobieta podejmuje decyzję o zgłoszeniu się na policję.
     Nie jest to dla niej łatwe – jej dotychczasowe kontakty ze stróżami prawa nie należały do najprzyjemniejszych. W młodości została niesłusznie oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Wszyscy zdawali się być wrogo nastawieni do Kornelii, ponieważ mężczyzna, którego oskarżyła wtedy o próbę gwałtu, sam był policjantem, a jego koledzy nie wierzyli, że mógł dopuścić się przestępstwa.
    W wyniku zbiegu okoliczności, kobieta natrafia na posterunku na tego samego funkcjonariusza, który przed laty próbował ją zdyskredytować, aby chronić swojego przyjaciela. Mimo wrogiego nastawienia, to jednak właśnie ten mężczyzna może okazać się dla Kornelii jedyną nadzieją.




W zapowiedziach Repliki jest też już druga część,
której roboczy tytuł to „Plamka na słońcu”.


Po ostatnich tragicznych wydarzeniach związanych z Kornelią, Gerard jest przekonany, że bezpowrotnie utracił to, co było dla niego najważniejsze. Teraz nie może się pogodzić z ustaleniami kolegów po fachu i rzuca na szalę całą swoją zawodową przyszłość, żeby udowodnić, że podejrzewana przez nich kobieta jest niewinna.
Tymczasem na drugim końcu Polski obiekt jego troski szuka lekarstwa na miłość. Wędruje po lesie, chcąc zmęczyć się tak, by już nic nie czuć. Podczas jednej z tych wypraw znajduje bezimienną mogiłę, lecz nawet próba ustalenia, kto spoczywa w zagubionym wśród lasów grobie nie pomaga kobiecie zapomnieć o ukochanym. W akcie desperacji postanawia użyć sposobu „klin klinem”, a gdy i to zawodzi, kobieta decyduje się wrócić do domu.
     Powroty nigdy nie są łatwe, zwłaszcza gdy między dwojgiem ludzi istnieje tyle wzajemnych uraz, a ciążące na kobiecie podejrzenie także nie ułatwia sprawy. I chociaż łączy ich głęboka miłość, nie potrafią odnaleźć wspólnej drogi.

środa, 1 lutego 2017

Ingar Johnsrud - Straceńcy

 

Straceńcy

Autor: Ingar Johnsrud 


Fredrik Beier mimo upływu lat ciągle nie może pogodzić się ze śmiercią syna. Czuje się winny, a skoro jest wina, musi być i kara. I karze bez umiaru sam siebie rozmyślaniami o nieżyjącym dziecku, a potem tłumi winę alkoholem i lekami psychotropowymi, aż doprowadza się do takiego stanu, że pewnego dnia budzi się w szpitalu z totalną pustką w głowie. Nie wie, skąd się tam wziął, nie pamięta, co robił przed utratą przytomności.
        Beier nie ma jednak czasu na rozczulanie się nad sobą, czeka go bowiem śledztwo, i to w dodatku śledztwo, które nie będzie łatwe i proste, lecz wyjątkowo skomplikowane, najeżone pułapkami, mylnymi tropami i przeszkodami w postaci znikających dokumentów. Fredrik Beier nie ma więc innego wyjścia jak ukryć głęboko w podświadomości nękające go demony i wraz ze swoją koleżanką po fachu, Kafą Iqbal, poświęcić się całkowicie pracy.
Wkrótce przekonują się, że tropy wiodą ich daleko w przeszłość, do tajnej jednostki specjalnej, która w 1992 roku przeprowadziła operację na półwyspie Kolskim, wykorzystując osłabienie Rosji po upadku ZSRR.

Niewątpliwie największym atutem „Straceńców” jest para głównych bohaterów.
Z jednej strony mamy tu Fredrika Beiera, o którym wiemy praktycznie wszystko. Ta postać jest dla nas tak przejrzysta jak wielokrotnie oglądany pejzaż. Wiemy o jego słabościach, znamy jego sympatie i antypatie, co nie znaczy, że Beier nie ma szans nas zaskoczyć. Kilkakrotnie, kiedy już doprowadził mnie niemal do szału i miałam nieodpartą ochotę solidnie nim potrząsnąć, żeby wreszcie przestał użalać się nad sobą i zawalczył z losem o swoją przyszłość, Fredrick robił coś, co nakazywało mi całkowicie przewartościować osąd.
Jego partnerka, Kafa Iqbal, jest całkowitym przeciwieństwem Beiera, i to nie tylko dlatego, że nie okazuje żadnych słabości, prąc do przodu bez oglądania się na boki, bez zbędnych dylematów i gdybań. Jest postacią różną od Baiera także dlatego, że o niej z kolei nie wiemy zgoła nic. Kafa jest policjantką i muzułmanką, i to w zasadzie jest wszystko, co autor nam przedstawił. Reszta pozostaje w sferze domysłów.
Drugim ważnym atutem powieści jest sposób skonstruowania fabuły. Ingar Johnsrud wykonał tu prawdziwy majstersztyk, tworząc z zagadki kryminalnej coś na kształt chińskich pudełeczek. Gdy tylko wydaje nam się, że wreszcie coś zaczyna się wyjaśniać, odkrywamy ukrytą w poprzedniej, kolejną tajemnicę. Zagadka w zagadce, a tej zagadce kolejna zagadka.

„Straceńcy” to bardzo dobra powieść, a Ingar Johnsrud ma szansę stać się jedną z czołowych postaci wśród skandynawskich autorów kryminałów. Wyraźnie można dostrzec różnicę pomiędzy tą książką a jego debiutancką powieścią „Naśladowcy”, która momentami była zbyt chaotyczna i niespójna.
Johnsrud rozwija się jako autor, a to bardzo dobrze rokuje na przyszłość.