czwartek, 12 lipca 2018

Czas gniazdowania - Dorota Pasek



 

Czas gniazdowania


Dorota Pasek

 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2018 

 
Żaden człowiek nie może istnieć sam, bez rodziny, przyjaciół znajomych, czy chociażby kolegów z pracy. Od zarania dziejów mamy w sobie zakodowane zachowania stadne i to właśnie one kierują naszymi krokami, każąc poszukiwać bliskości drugiego człowieka. Jednym z takich tkwiących w genach instynktów, ukrytych gdzieś w podświadomości, jest pragnienie założenia rodziny. Gdy dopuścimy to pragnienie do głosu, jest to znak, że nadszedł czas gniazdowania.

Bohaterowie „Czasu gniazdowania” Doroty Pasek to ludzie głęboko zranieni. Ciężko im ułożyć sobie życie od nowa i jeszcze ciężej jest zapomnieć. Podłość przyjaciela boli dużo bardziej niż podłość wroga, a jeszcze bardziej boli podłość ukochanego człowieka, osoby, w której ręce złożyło się swój los.
Sara ciągle przechowuje w szafie swoją ślubną suknię, choć od niedoszłego ślubu minęły już trzy lata. Trzyma ją tam ku przestrodze i ku pamięci. Żeby nie zapomnieć i nie wybaczyć.

Nienawidzi jej, ale trzyma w sypialni, bo chce, żeby rozdrapywała ranę, której jeszcze nie wolno się zabliźnić, bo jest za wcześnie, by odpuścić i zapomnieć. I, nie daj Boże, wybaczyć!

Grzegorz nie potrafi uporać się ze zdradą żony. Głęboko zraniony, obwinia wszystkich wokół za swój ból i upokorzenie. Najchętniej odciąłby się od całego świata, zniknął, odszedł tam, gdzie nikt go nie zna i gdzie on nie zna nikogo. Gdzie mógłby wreszcie być sam ze swoim cierpieniem.

Po prostu byłem wściekły. Na nią. Na siebie. Na sytuację… I upokorzony tym, w jaki sposób się mnie pozbyła. Mogła to zrobić całkiem inaczej, bardziej… No, nie wiem… Jakoś mniej boleśnie. Ale nie… Poszła jak zawsze po bandzie. Więc tkwiło to we mnie jak jakiś zadzior i ropiało.

Spotkali się w złym czasie, jeszcze niegotowi na zmianę, na nowe uczucie. A może właśnie w dobrym czasie? Może ta zmiana była im potrzebna, by nie zasklepili się w swoim rozżaleniu, każącym w kółko rozpamiętywać wyrządzoną im krzywdę? By nie zapamiętali się w nienawiści, zapominając o prawdziwym życiu, które oprócz przeciwności losu przynosi także radość?



Urzekła mnie ta powieść, będąca debiutem Doroty Pasek. Autorka potrafiła przedstawić wyeksploatowany do granic możliwości temat tak cudownie świeżo, że przy lekturze miałam wrażenie, jakbym nigdy dotąd nie czytała o zdradzie, zawiedzionych nadziejach i o nowych, rodzących się nieśmiało uczuciach.
     Pani Dorota nie zafundowała czytelnikowi historii jak z bajki. Płyniemy (tak, płyniemy, gdyż powieść napisana jest tak gładko i płynnie, że nie ma w niej miejsca na żadne progi powodujące spowolnienie nurtu). Płyniemy więc w opowieść niepozbawioną scen wywołujących odruchową niechęć i sprzeciw, a jednocześnie pełną optymizmu. Udowodniającą, że największa nawet porażka nie musi determinować całego przyszłego życia, że tylko od nas samych zależy, jak je przeżyjemy.
     Lekkość pióra autorki sprawia, że książkę czyta się z tym przyjemnym dreszczykiem emocji, który odczuwa się tylko przy dobrych lekturach. Co będzie dalej? Jak skończy się ta historia, odmalowana tak realistycznie i tak różnorodnie?
      O tym musicie przekonać się sami, do czego gorąco zachęcam.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



niedziela, 8 lipca 2018

Uczucia zaklęte w kamieniu - Karolina Wilczyńska

 

Uczucia zaklęte w kamieniu

Stacji Jagodno

Autor: Karolina Wilczyńska

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2018 






Tym którzy nie czytali poprzednich części, przypominam tytuły i kolejność.
Tom 1 - Zaplątana miłość
Tom 2 - Marzenia szyte na miarę
Tom 3 - Po nitce do szczęścia
Tom 4 - Serce z bibuły
Tom 5 – Życie jak malowane
Tom 6 – Dom pełen słońca

Tym razem do Jagodna przybywa Lea, projektantka awangardowej biżuterii i właścicielka zabytkowego kabrioletu. Lea kocha swój zawód i kocha swoją alfa romeo, lecz praca i samochód nie są w stanie skompensować pustki w życiu uczuciowym. Młoda kobieta dopiero co dokonała „ostrego cięcia” i rozstała się z mężczyzną, z którym jeszcze niedawno wiązała nadzieje na wspólne życie.

Telefon nadal dzwonił. Odczekała, aż melodia umilknie, i powoli, jakby celebrując każdy ruch, odnalazła w spisie kontaktów numer dzwoniącego i zablokowała go. Przed naciśnięciem ostatniego polecenia zawahała się, ale zacisnęła zęby i pomalowanym na czerwono paznokciem wykonała ostateczny wyrok.

Już dla mnie nie istniejesz – powiedziała cicho.


Na razie Lea czuje tylko żal, rozgoryczenie i gniew, ale po przyjeździe do Jagodna to wszystko powoli zaczyna tracić na ostrości, rozmywać się w pamięci i w końcu całkiem znika. Tak właśnie działa Jagodno na wszystkie poranione dusze.

Uczucia zaklęte w kamieniu” to książka o bardzo pozytywnym oddźwięku, co nie znaczy, że bohaterowie nie borykają się z żadnymi problemami. Maja ich naprawdę sporo, ale takie właśnie jest prawdziwe życie. Nie składa się z samych tylko słonecznych dni, są w nim także burze i kataklizmy.

Obie starały się wspierać wzajemnie w tej trudnej chwili, ale i tak każda z nich widziała w oczach drugiej strach. I chociaż żadna nie powiedziała głośno, czego się boi, to i tak wiedziały, jakie myśli krążą w ich głowach.

Moje siódme spotkanie ze Stacją Jagodno mogę zaliczyć do niezwykle udanych. Karolina Wilczyńska utrzymała wysoki poziom, zaprzeczając tym samym teorii, jakoby cykle powinny składać się z co najwyżej pięciu części, gdyż w następnych autorzy zaczynają się powtarzać, popadać w rutynę i stawać się niedbali.
     Karolina Wilczyńska pięknie prowadzi fabułę swojego cyklu. Poszczególne części łączą się miejscem akcji i osobami głównych bohaterów, lecz do każdego tomu autorka wprowadza nowe, nie mniej ważne osoby, przez co „rodzinka” z Jagodna ciągle się rozrasta.
     Czy nie zachodzi obawa, że czytelnik w końcu pogubi się w tej mnogości osób i zdarzeń? Absolutnie nie! Autorka wszystkie postaci obdarza tyloma odrębnymi cechami, że każda tworzy tak wielką indywidualność, że nie sposób pomylić jej z kimś innym. Bohaterowie głęboko zapadają w pamięć, sprawiając, że każda następna wizyta w Stacji Jagodno jest jak upragnione, długo wyczekiwanie spotkanie z gronem najlepszych przyjaciół.


Gorąco polecam wszystkim tę lekturę, a za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.

czwartek, 21 czerwca 2018

Kopia doskonała - Małgorzata Rogala



Kopia doskonała

Cykl: Celina Stefańska (tom 1)



Autor: Małgorzata Rogala 



Wydawnictwo: Czwarta strona

Rok wydania: 2018 


Dominika otrzymuje zlecenie wyjazdu do Lyonu w celu skopiowania jednego z obrazów. Po skończonej pracy obraz znika, a kopistka nie wraca do Polski. Gdy jej babcia otrzymuje zdjęcie wnuczki na tle słynnego lyońskiego muralu, jest przekonana, że to zakamuflowana wiadomość. Prosi o pomoc Celinę – początkującą prywatną detektyw.
Celina wie, że decydując się na pomoc, będzie zmuszona do walki ze swoimi fobiami i pokonania traumy, której doznała dwa lata wcześniej. Mimo to podąża śladami kopistki. Ciągle jednak ktoś jest o krok przed nią. Żeby tego było mało, śladem Celiny podąża pewien tajemniczy mężczyzna…
(źródło opisu: http://czwartastrona.pl/kopia-doskonala/)

Te kilka zdań blurbu wystarcza, by zorientować się, że jest to Małgorzata Rogala w całkiem nowej odsłonie. Tym razem autorka zrezygnowała z opisów pracy policyjnej, co więcej, policja odgrywa w tej fabule rolę zaledwie marginalną. Oprócz jednego policjanta, ale to już zupełnie inna historia, której nie zamierzam zdradzać, żeby nie pozbawiać Was przyjemności delektowania się lekturą.
W „Kopii doskonałej” pisarka postawiła na, jak to się kiedyś mawiało, prywatną inicjatywę, czyli na prywatnego detektywa. A raczej detektywkę, gdyż osoba prowadząca prywatne śledztwo jest kobietą. (Nie mam pojęcia, czy słowo „detektywka” jest poprawne, ale brzmi fajnie i jest zgodne z panującym obecnie trendem na tworzenie żeńskich form wszędzie, gdzie tylko to możliwe, niezależnie od tego, jak głupawo nieraz te formy brzmią).
Mamy zatem detektywkę Celinę, która jest osobą pozornie twardą i bezkompromisową. To tylko zewnętrzny polor, taki pancerz ochronny, mający uchronić ją przed zranieniami.

Czuła paniczny strach na myśl o tym, że musiałaby podjąć radykalną decyzję i coś zmienić w swoim życiu. Zaryzykować.

W kreacji tej postaci objawia się ogromny kunszt Małgorzaty Rogali, poznany już we wcześniejszych powieściach. Autorka ma niezwykły talent do tworzenia bohaterów niejednoznacznych, na pierwszy rzut oka szczęśliwych, niemal beztroskich, a w głębi duszy ściganych przez własne demony.

Poszukiwanie zaginionej kopistki jest wspaniałym tłem dla przedstawienia różnych aberracji w ludzkich zachowaniach. Zawiść, chciwość, bezmyślność, naiwność, a czasami zwykła beztroska – wszystko to potrafi wpłynąć nieodwracalnie na ludzkie losy, wystarczy tylko umiejętnie wykorzystać te cechy dla swoich potrzeb i nimi pokierować.

Przyglądał się jej z daleka, a później zarzucił sieć. Znalazł stosowne dojścia i został przedstawiony, ale nie mógł od razu zaproponować jej tego, czego naprawdę chciał. Musiał najpierw poznać jej słabe punkty, zwyczaje, układy towarzysko-rodzinne. Gra była zbyt niebezpieczna, żeby działać pospiesznie.

Autorka także umiejętnie je wykorzystała, tworząc niebanalną fabułę i świetne, choć niekiedy tylko leciutko zarysowane, portrety psychologiczne głównych bohaterów. Znajomość ludzkich charakterów i ich słabości to największy atut autorki.
Drugim jest sposób pisania. Użytkownik Danny_Boy tak napisał na portalu „Lubimy Czytać”, komentując „Grzech zaniechania”: „[…]kunszt i elegancja w pisaniu stały się jej znakiem rozpoznawczym.” i te kilka słów oddaje całe sedno. Małgorzata Rogala posługuje się piękną polszczyzną, lecz nie katuje czytelnika poprawnością językową, umiejętnie wplatając w wypowiedzi bohaterów wyrażenia potoczne, niekiedy nawet wulgarne. Dzięki temu dialogi nabierają mocy, nie są tylko papierowymi pogaduszkami papierowych postaci.

Nie, do cholery, nie chodzi mi wyłącznie o książkę! – wybuchła Karolina. Zerwała się z miejsca i zaczęła gestykulować. – Ale rzeczywiście, mam ochotę zdzielić cię czymś i wrzucić do luku bagażowego, żebyś wreszcie przestała żyć na pół gwizdka. – Szyszka znieruchomiała z uniesionymi rękami. – Co robisz takie głupie miny?

Trzecim ogromnym atutem są opisy, niezwykle plastyczne, malowane sercem. Z każdego zdania emanuje tu miłość do Francji, lecz autorka przemyca ją umiejętnie – subtelnie i jakby od niechcenia. Dzięki temu zabiegowi opisy nie nużą i nie nudzą, przeciwnie, zaciekawiają, wywołują chęć naocznego poznania.




Po tej beczce miodu przyszła pora na łyżkę dziegciu. Ale jest to tylko maleńka łyżeczka, zawierająca moje całkiem subiektywne odczucie. Dla mnie w tej książce jest za mało „Celiny w Celinie”. Co to znaczy? Po prostu nastawiłam się na powieść z detektywem w roli głównej i czuję lekki niedosyt właśnie w tej materii. W „Kopii doskonałej” mamy sporo Celiny jako kobiety, przyjaciółki czy osoby dręczonej fobiami, ale stanowczo za mało jest Celiny jako detektywa rozwiązującego kryminalną zagadkę. Mam nadzieję, że w następnej części (częściach?) autorka pozwoli jej bardziej się wykazać.
Ale, jak wcześniej pisałam, mimo tego braku, książka jest świetna. Tak doskonała jak stworzona na jej kartach kopia. Polecam wszystkim z gwarancją wspaniałej, pełnej emocji lektury.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Konkurs z "Kobietami z odzysku”

Od jakiegoś czasu na Facebooku działa klon tego bloga i właśnie na nim został zorganizowany konkurs, w którym można wygrać „Kobiety z odzysku” Izabelli Frączyk z autografem autorki.
Zapraszam do wzięcia udziału.

https://www.facebook.com/ksiazkolubna.hannagren/


piątek, 15 czerwca 2018

Kobiety z odzysku - Izabella Frączyk


Kobiety z odzysku

 

Autor: Izabella Frączyk

 

 

Wydawnictwo: Poligraf

Rok wydania: 2011


 
Kobiety z odzysku” Izabelli Frączyk to zabawna opowieść o trzech przyjaciółkach, z tych czy innych względów żyjących samotnie. Jedna z nich jest byłą żoną bigamisty, druga byłą żoną mężczyzny uzależnionego od mamusi w stopniu patologicznym, trzecia z kolei przyjaciółka jest wdową. Każda z nich podświadomie pragnie, by u jej boku znalazł się ktoś kochający, oddany i czuły. Tylko jak znaleźć takiego „ktosia”? I jak mu zaufać, skoro chwilami można odnieść wrażenie, że męska część populacji składa się wyłącznie z osobników nieodpowiedzialnych, kłamliwych, lub do tego stopnia zadufanych w sobie, że Narcyz przy nich to zaledwie niezbyt udany prototyp?
Przyjaciółki wyjeżdżają na wczasy do Egiptu. Planują typowo relaksacyjny pobyt, bez szaleństw na parkietach czy błyszczenia na salonach. I żadnych nowych znajomości! Ma być wypoczynek, cisza, spokój, a nawet czasami nuda. Wiadomo jednak, że Pan Bóg ma zwyczaj zaśmiewać się do rozpuku, gdy słyszy o ludzkich planach, nic zatem dziwnego, że i w tym przypadku wyszło nie całkiem zgodnie z pragnieniami trzech bohaterek. Owszem, pobyt na wczasach był, wypoczynek także, ale cisza, spokój i nuda to już nie bardzo.


 
Gośka, Felicja i Zuzka to team nie do pokonania. Izabella Frączyk świetnie wykreowała trzy bohaterki, tak bardzo różniące się charakterem, że teoretycznie nie powinny mieć ze sobą nic wspólnego. Ale, jak wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają, a w tym przypadku przyjaciółkom to zróżnicowanie wyszło wyłącznie na dobre, dzięki temu bowiem mogły się wzajemnie uzupełniać. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle, jak mówi stare przysłowie. Możne je tutaj uzupełnić stwierdzeniem: „A gdy baba sobie nie poradzi, wyśle przyjaciółkę. Albo i dwie.”

Kreacja bohaterów to najsilniejszy atut tej książki. I nie mam tu na myśli wyłącznie tytułowych „kobiet z odzysku”, ale również inne postaci, nawet te z dalekiego planu. Wszystkie są nakreślone tak realistycznie, że można odnieść wrażenie, iż zaraz wyłonią się zza rogu ulicy lub zapukają do naszych drzwi.
Wielkim atutem jest także poczucie humoru autorki, przeniesione na karty powieści. Książka skrzy się dowcipem, a żarty sytuacyjne czy słowne nie są wymuszone. To nie sztuczna wesołkowatość, wywołująca jedynie uśmiech zażenowania. Izabella Frączyk naprawdę potrafiła mnie rozbawić, a to sztuka, która nie autorowi się udaje. Pomysł z trawą wyrastającą z dywanu był tak oryginalny, że na długo pozostanie mi w pamięci, a kosiarka chyba już zawsze będzie mi się kojarzyć z tą książką.
Kobiety z odzysku” nie są powieścią poruszającą wzniosłe tematy, ale nie jest to też wyłącznie lekkie czytadło, pozbawione głębszych wartości, autorka bowiem pod płaszczykiem pełnej humoru, chwilami wręcz nieprawdopodobnej fabuły poruszyła kilka ważnych problemów i przemyciła wiele istotnych konkluzji.
Lekkość pióra Izabelli Frączyk sprawia, że książka stanowi prawdziwą czytelniczą ucztę, z przyjemnością więc polecam ją wszystkim umiejącym docenić subtelny, nienachalny dowcip i prawdziwie „zakręconą” fabułę.

Za egzemplarz książki dziękuję autorce.



piątek, 8 czerwca 2018

Uwolnij mnie - Daria Skiba

Uwolnij mnie” to debiut literacki Darii Skiby, blogerki zakochanej w książkach.
     Przemoc w związku dwojga ludzi jest tematem wykorzystanym na wszelkie możliwe sposoby, toteż podeszłam do tej książki „z pewną taką nieśmiałością”. Nie bałam się, że będzie słaba warsztatowo – zbyt dobrze znam styl autorki, gdyż często czytam jej teksty na blogu Kraina Książką Zwana. Obawiałam się natomiast, że powieli ograne schematy i że potraktuje temat powierzchownie, nie wgłębiając się zanadto w psychikę ofiary.
     Nic bardziej mylnego! Postać Diany została wykreowana świetnie. Daria doskonale wychwyciła wszelkie niuanse, składające się pełny obraz osoby dręczonej psychicznie i fizycznie, ukazała krok po kroku narastające uzależnienie, niemożność wyrwania się z tego zamkniętego kręgu zła. 
    Autorka nie zaserwowała też czytelnikom słodkiego happy endu, bardzo powszechnego w książkach o podobnej tematyce, a który zawsze przyjmuję z niedowierzaniem. Bo jakże to? Maltretowana przez długie lata kobieta poznaje kogoś innego i tak od razu żyją długo i szczęśliwie? Bez dręczących ją wspomnień, koszmarów nocnych i napadów lęku? Możliwe, ale chyba tylko po lobotomii. 
     Daria oszczędziła czytelnikom tych wątpliwych słodkości, przez co jej książka zyskała na realizmie, stała się wiarygodnym studium kobiety gnębionej przez partnera.

  

Aż trudno uwierzyć, że książka jest debiutem. Została dopracowana w każdym szczególe i doprawdy trudno się w niej do czegoś przyczepić. Ja słabego punktu nie znalazłam, co bardzo mnie ucieszyło, gdyż bardzo lubię jej autorkę. Oby więcej takich debiutów!

wtorek, 22 maja 2018

Lokatorka - P. J. Delaney

 Niepokojąca, zaskakująca, niejednoznaczna. Taka jest „Lokatorka” P. J. Delaneyˆˆ'a. 
Akcja snuje się tu powoli, napięcie narasta, sytuacja w końcu zaczyna się klarować i zaczynamy się domyślać, co, a raczej kto zagraża bohaterkom. A gdy już jesteśmy pewni, że wiemy wszystko i autor niczym nas nie zaskoczy, następuje niespodziewany zwrot akcji, obracający wniwecz wszystkie domysły i hipotezy.
 
P. J. Delaney stworzył wspaniałe portrety psychologiczne kobiet będących głównymi bohaterkami książki. Tak doskonale oddał kobiecą psychikę, że byłam całkiem pewna, iż pod tajemniczymi inicjałami kryje się kobieta.
Tym większe więc mam słowa uznania dla autora, który potrafił wykreować świat zamknięty w tajemniczym domu i zasiedlić go niebanalnymi bohaterami. 
 

poniedziałek, 14 maja 2018

Wybór M. - Natalia Nowak-Lewandowska


 

Wybór M.   (przedpremierowo)

 

Autor: Natalia Nowak-Lewandowska 

 

 


Od jej debiutu minęło niespełna półtora roku, a Natalia Nowak-Lewandowska już zdobyła sobie opinię autorki niestroniącej od trudnych tematów. Tak też jest w przypadku „Wyboru M.”.

Michalina, Małgorzata i Maria. Trzy kobiety, połączone więzami krwi. Każda z ich musi dokonać ważnego wyboru.

Maria została porzucona przez męża, który odszedł do innej kobiety. Nigdy się z tym nie pogodziła, choć próbowała odbudować swój połamany świat, a urazę do wiarołomnego mężczyzny przeniosła na młodszą córkę, tak bardzo z charakteru przypominającą ojca. 
     Porzucone kobiety szukają różnych sposobów na zapomnienie. Maria wybrała religię. Ale nie tę dobrą, dającą ukojenie, poczucie bezpieczeństwa poprzez wiarę w miłosierdzie, wybaczenie i wszechobecną dobroć. Ona wybrała wynaturzoną, karykaturalną odmianę, niewiele mającą wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem, i w jej duchu usiłowała wychować swoje córki.
    Maria jest klasycznym przykładem typowego polskiego „mohera”, zionącego nienawiścią do wszystkich ośmielających się myśleć inaczej. Dla starszej córki, posłusznej i uległej, wybrała męża wyznającego podobne „wartości”.

Małgorzata to kobieta całkowicie podporządkowana mężowi i matce. Nie ma swojego zdania na żaden temat, nawet przez myśl jej nie przechodzi, że mogłaby sprzeciwić się dominującej matce czy mężowi, który pod pozorami dobrego chrześcijanina skrywa naturę psychopaty.
     Małgosia wybrała takie życie z wygody, bo dzięki temu nie musi podejmować żadnych decyzji, nie na potrzeby kłopotać się rozwiązywaniem problemów. Ubiera się zgodnie z życzeniami męża, mówi to, co on chce słyszeć i robi to, co jej każą. Nie próbuje stawać w obronie młodszej siostry, choć w głębi duszy zazdrości jej pewności siebie, umiejętności sprzeciwiania się żądaniom toksycznej matki, partnerskich relacji w małżeństwie. Zazdrości jej wolności.

Michalina z trudem zdobyła się na sprowadzenie kontaktów z własną matką do chłodnych, zaledwie poprawnych relacji. Pogodzenie się z faktem, że matka nigdy jej nie kochała, że zawsze będzie tą gorszą córką, nie było łatwe, ale dzięki wsparciu męża wytrwała w postanowieniu i zbudowała swój nowy świat w niemal całkowitej izolacji od najbliższej rodziny. 
     Małżonkowie nie mają wielu znajomych, nie prowadzą bujnego życia towarzyskiego, nie pragną powiększenia rodziny. Najlepiej czują się w swoim małym, szczęśliwym gronie i nie czują potrzeby dopuszczania do niego nikogo z zewnątrz. To był ich wspólny wybór, i nigdy go nie żałowali.

Brutalna napaść na Miszkę rozwala te trzy uporządkowane światy, stawiając wszystkie bohaterki przed koniecznością dokonania nowych wyborów. Maria może dalej trwać przy swoich skostniałych, rodem z ubiegłych wieków, przekonaniach, lub może je odrzucić, okazując córce tak bardzo potrzebne wsparcie. Małgosia musi wybrać pomiędzy lojalnością wobec męża, a miłością do siostry. A Michalina? Przed nią stoi podjęcie najtrudniejszej decyzji.

Wybór M.” jest najlepszą z dotychczasowych książek Natalii Nowak-Lewandowskiej. Wstrząsające opisy stanów psychicznych kobiety zmagającej się z koszmarnymi wspomnieniami chwil, gdy znajdowała się w mocy oprawców, są prawdziwym majstersztykiem. Podobnie doskonale przedstawiony został obraz mężczyzny zmuszonego do pogodzenia się z faktem, że nie było go przy żonie wówczas, gdy rozpaczliwie potrzebowała jego pomocy. Że zawiódł jako mąż, jako obrońca domowego ogniska.
      Autorka weszła nie tylko w psychikę ofiary i jej męża, ale także wdarła się w myśli innych osób z otoczenia kobiety, przedstawiając ich rozterki, nadzieje i zwątpienia bez żadnych upiększeń, z niemal brutalną otwartością. Nie bała się też poruszyć tak skomplikowanego problemu jak ciąża z gwałtu i wszelkich związanych z tym dylematów.

Wybór M.” to bardzo ważna książka, stanowi bowiem odpowiedź dla wszystkich twierdzących, że kwestia przemocy wobec kobiet jest w Polsce sprawą marginalną.
     W czasach, gdy likwiduje się ośrodki pomocowe dla ofiar przemocy, gdy część społeczeństwa uważa, że to kobieta poprzez swoje zachowanie czy ubiór winna jest napaściom na tle seksualnym, gdy sprawców beztrosko się rozgrzesza, uznając, że zostali sprowokowani, każdy głos sprzeciwiający się tym barbarzyńskim opiniom jest na wagę złota.

Nie każdy zdobyłby się na poruszenie tej tematyki i na napisanie takiej książki bez uciekania się do niedopowiedzeń i półprawd, po to, by powieść była „ładna”. Natalio, wielki szacunek za odwagę. 

 


piątek, 4 maja 2018

Cała ja - Augusta Docher

 

Cała ja

 

Autor: Augusta Docher 



Wydawnictwo: OMG Books

Rok wydania: 2018 


 
23 maja odbędzie się premiera najnowszej książki Augusty Docher. „Cała ja” należy do gatunku New Adult, w którym autorka porusza się z niezwykłą swobodą. Lekko nakreślone słowa wiodą nas w ten utkany z wyobraźni świat i pochłaniają bez reszty.

Milena jest dziewczyną stojącą u progu dorosłości. Pół roku temu tragicznie zginał jej ukochany ojciec i Milena została sama z matką. Na szczęście jest Jacek – długoletni przyjaciel rodziców, na którego wsparcie obie kobiety zawsze mogą liczyć.
    To właśnie Jacka wzywa Milena na pomoc, gdy po odkryciu prawdziwej twarzy swojego chłopaka, w środku nocy opuszcza imprezę. Mężczyzna bez wahania przyjeżdża, by wyratować dziewczynę z opresji, a później staje się lekarstwem na złamane serce.
    Ona pragnie przekonać się, że wszystko z nią w porządku, że może podobać się jako kobieta, w co zwątpiła z powodu Jaśka. Jacek jest bezradny wobec siły jej pożądania. Milena właściwie go uwiodła, choć to on, mężczyzna starszy o całe pokolenie, teoretycznie powinien być tym silniejszym.
    Czy wspólnie spędzona noc może stać się początkiem udanego związku dwojga ludzi, których w dodatku dzieli tak duża różnica wieku?

Paula jest osóbką bardzo tajemniczą. Nie zdradza o sobie nic ponad to, co zdradzić musi, by móc zdobyć pracę oraz utrzymywać w miarę przyjazne stosunki z wąską grupą otaczających ją osób. Pracuje ponad siły, by zagłuszyć tkwiący w niej bój, lecz on cały czas tkwi w niej, przyczajony, by ukąsić w najmniej spodziewanym momencie.
    Pewnego dnia dziewczyna spotyka na swojej drodze Pawła. Nie wywołuje to fajerwerków, przeciwnie, rodzi jedynie irytację. Paula nie ma ochoty na zawiązywanie znajomości, lecz chłopak jest uparty i cierpliwy. Nie odpuszcza, cały czas tkwiąc w pobliżu, gotowy do niesienia pomocy, i w końcu dziewczyna zaczyna doceniać jego starania.
    Tylko czy to wystarczy, by zapomnieć o przeszłości i podjąć ryzyko ponownego snucia marzeń o szczęściu?

Dwie bohaterki, dwie opowieści, dwie narracje. Tym zabiegiem autorka mnie zaintrygowała do tego stopnia, że przeczytałam powieść „jednym tchem”. Najbardziej interesowało mnie, czy przeplatające się na kartach książki losy Mileny i Pauli w którymś momencie zaczną się zazębiać, czy może do końca będą poprowadzone jako dwie całkiem odrębne historie. Poczułam się mile zaskoczona i dumna z siebie, gdy okazało się, iż moje domysły były słuszne. Taki mały bonusik do wielkiej przyjemności z czytania bardzo dobrej lektury.
    Tak. „Cała ja” jest świetną powieścią. Napisana pięknym językiem, z doskonałą znajomością psychiki młodych ludzi, zaskakuje świeżością pośród morza podobnych jej książek. Czytelnik nie znajdzie tu banalnie przedstawionych pierwszych drgnięć serca czy sztucznie wyolbrzymionych uniesień. Przeciwnie, autorka nieraz wali czytelnika w głowę brutalną prawdą, lecz czyni to z prawdziwą klasą, bez zbędnego epatowania wulgarnością czy okrucieństwem.
    Podobnie rzecz się ma ze scenami erotycznymi. Osobiście nie znoszę ich pisać, gdyż z powodu ograniczeń naszego języka w tej kwestii te fragmenty zawsze wychodzą mi płaskie, nie oddające całego ogromu emocji, który chciałabym przekazać. Augusta tego problemu nie ma. Opisy scen erotycznych w jej wykonaniu są dokładnie takie, jakie być powinny – ukazują to wszystko, co tak trudno jest przelać w słowa. Autorko, moje wyrazy uznania!

Serdecznie polecam i gwarantuję, że przy lekturze tej książki nie będziecie się nudzić. Przeciwnie, grozić Wam będzie gryzienie palców z emocji.




Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu OMG Books.


wtorek, 17 kwietnia 2018

Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami - Dorota Gąsiorowska


 

Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami

 

Autor: Dorota Gąsiorowska

Wydawnictwo: Znak Literanova

Rok wydania: 2018 


 
Najnowsza książka Doroty Gąsiorowskiej zaintrygowała mnie od pierwszych stron. Nic w tym dziwnego, skoro już w króciutkim prologu natknęłam się na taki fragment:

Otworzyła zaciśniętą dłoń i spojrzała na niewielki połyskliwy przedmiot. Uśmiechnęła się smutno, po czym wepchnęła go do kieszeni krótkiej plisowanej spódniczki. „Wrócę tu, wrócę do ciebie na pewno!”, krzyczała w myślach, żeby nie usłyszała jej siedząca obok kobieta. W tym samym czasie spadły pierwsze krople deszczu, które w ciągu paru chwil zmieniły się w rzęsistą ulewę. Dziewczynka dotknęła oczu, ścierając z nich ostatnie łzy. Od tamtej pory nie umiała już płakać…

Osoba, która podobnie jak ja nie potrafi płakać, musiała wzbudzić moje zainteresowanie, i to tak wielkie, że odłożyłam zaczętą książkę, by zagłębić się w historię wykreowaną przez Dorotę. I przepadłam.

Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami” jest jak słynna rosyjska matrioszka czy chińskie pudełko – zagadka w zagadce, a w niej kolejna zagadka. Razem z bohaterami zaglądamy do tego pudełeczka i poznajemy ukrytą tam tajemnicę, po czym przekonujemy się, że to dopiero wierzchołek góry lodowej, że pod osłoną tego sekretu kryje się następny. Autorka doskonale stopniuje napięcie, pozwalając czytelnikowi tylko na krótkie chwile oddechu, by po tym małym odpoczynku od emocji uderzyć ze zdwojoną siłą.

Słowa, które Kamelia przeczytała, wprawiły ją w takie osłupienie, że kartka wypadła jej z ręki. Kucnęła i natychmiast po nią sięgnęła. Te słowa brzmiały jak spowiedź, która nigdy nie miała miejsca.

Dorota Gąsiorowska ma specyficzny styl, kojarzący mi się z delikatnymi rycinami, przedstawiającymi ukwieconą łąkę w chwili, gdy pierwsze promienie słońca dotykają pokrytych rosą płatków, zamieniając krople wilgoci w migoczące diamenty.
Taka też jest jej bohaterka – subtelna, nieco nieśmiała, chwilami wręcz wycofana, podatna na zranienia. Jednocześnie potrafi być uparta, dążąc do celu bez zważania na przeszkody. Jest także bezgranicznie lojalna wobec przyjaciółki i mimo wielokrotnego odrzucenia nie zamierza się od niej odwrócić, czując, że dziewczyna rozpaczliwie potrzebuje pomocy.

Miała nadzieję, że teraz między nimi będzie tak jak dawniej. Brakowało jej Magdy. Pragnęła, żeby przyjaciółka znów zajęła należne miejsce w jej życiu. Straciły dużo czasu, z ich kalendarza wypadło wiele wspólnych dni, kiedy każda próbowała rozwiązać własne problemy. A przecież byłoby im łatwiej, gdyby połączyły siły i obdarzając się stuprocentowym zaufaniem, razem zawalczyły o własne sprawy.
 
Uważam postać Kamelii za najlepiej wykreowaną w całym dorobku pisarskim autorki. Jej cechy zostały doskonale wyważone, przez co nie postrzegamy jej jako jednoznacznej i oczywistej, oczywiste jest natomiast, że może w każdej chwili nas zaskoczyć. Nie jest przewidywalna, a to wielki atut każdej powieści.

Dorota pięknie operuje słowem, sprawiając, że długie opisy nie nużą, lecz wręcz przeciwnie, pozwalają delektować się treścią. Są napisane tak plastycznie, że każdy nich zda się być małym obrazem, a połączone w całość jawią się jak film oglądany w wyobraźni.
      Jako odrobinę słabsze odebrałam dialogi, które chwilami wydawały mi się nazbyt stonowane, zbyt mało ekspresyjne. Ale wziąwszy pod uwagę, że jest to w zasadzie jedyny zarzut, jaki mogę postawić tej książce, ogólna ocena i tak wychodzi bardzo, bardzo wysoka. Tak wysoka, że uważam, iż ta książka powinna stać się lekturą niemal obowiązkową.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.



 

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Chodzi lisek koło drogi

Zaczęłam pisać drugi tom dziecięcych wyliczanek. „Chodzi lisek koło drogi" to kolejna zagadka kryminalna, z którą musi się zmierzyć „Naki” czyli aspirant Konstanty Nakański.

Przecież ona wygląda jak mama! Ma takie same złocistoblond włosy, zgrabną sylwetkę i nawet jej uśmiech przypomina uśmiech mamy. Czyżby należała do rodziny? Może do niej podejść i zapytać?
    Za późno. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i weszła na ścieżkę między blokami, a obserwujący ją człowiek przez chwilę stał nieruchomo, nie mogąc się zdecydować. Wreszcie dokonał wyboru i szybko ruszył jej śladem. Oddaliła się już znacznie, musiał więc podbiec, żeby ją dogonić.
     Odwróciła się na odgłos kroków i krzyknęła, widząc zbliżającą się, czarno odzianą postać, zaraz jednak roześmiała się sztucznie przyjaznym śmiechem profesjonalistki.
     – Tak cię przypiliło, słoneczko? To słodkie.
   Człowiek w czarnej niekształtnej bluzie nie odpowiedział od razu. Oddychał głośno, spazmatycznie, czy to ze wzruszenia, czy z powodu niedawnego biegu i odezwał się, dopiero gdy dziewczyna zaczęła wykazywać oznaki zniecierpliwienia.
    – Jesteś moją krewną? Przypominasz za wyglądu moją mamę…
   – Kurwa, trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam! – wykrzyknęła i jednym ruchem dłoni rozpięła zamek kurtki, odsłaniając wielkie, nieco obwisłe piersi. W bladym świetle księżyca sutki wyglądały na niemal czarne, odcinając się ostro od bieli skóry. – Mamusia też takie miała? Pewnie jeszcze niedawno dawała ci cyca, frajerze. Chcesz se pomuldać? No problem, ale to kosztuje.
     Czarno ubrana postać nie potrafiła oderwać wzroku od tej wyzywającej nagości. Usta poruszały się, mamrocząc jakieś słowa, dłoń sama skierowała się do paska spodni. Dziewczyna uśmiechnęła się z zadowoleniem. Nie myślała, że tutaj, na osiedlu, uda jej się złapać klienta. A już była pewna, że będzie musiała dzisiejszą noc spisać na straty.
     – Chodzi lisek koło drogi…
     Drgnęła, usłyszawszy te słowa, wypowiedziane cichym, monotonnym głosem.
     – Jaki lisek? Pogięło cię?
     – Nie ma ręki ani nogi…
     Kobieta mimowolnie cofnęła się o krok. Od dawna pracowała w branży i nauczyła się wyczuwać zagrożenie. Już niejednokrotnie instynkt ostrzegał ją o niebezpieczeństwie, a teraz ten wewnętrzny głos mówił, że powinna jak najszybciej uciec. A nawet nie to, że mówił. On krzyczał.
     – Kogo pasem przyodzieje…
     Nieznajomy człowiek jednym ruchem wyszarpnął pasek ze szlufek spodni i zakręcił nim młynka, a ciężka klamra o centymetry minęła twarz dziewczyny.
     – Kurwa, ty pojebie! – wrzasnęła, zrywając się do biegu.
     Napastnik był szybszy. Pasek znów zawirował, a klamra opadła na głowę uciekającej. Kobieta potknęła się, przyklękła i wówczas dosięgło ją następne uderzenie. I jeszcze jedno, i jeszcze. Upadła, starając się osłonić głowę, lecz ból miażdżonych palców wkrótce stał się nie do zniesienia. Jak przez mgłę słyszała ciche, przypominające zaśpiew słowa człowieka, którego niebacznie wzięła za potencjalnego klienta:
     – Nie masz prawa wyglądać jak mama. Ona była dobra i szlachetna, a ty jesteś zwykłą kurwą. Muszę to zmienić, muszę obronić jej dobre imię…
     Uderzenie klamrą w twarz zabolało tak bardzo, że przez chwilę zmysły nabrały ostrości. Dzięki temu dziewczyna wyraźnie usłyszała następne zdanie:
     – …ten się nawet nie spodzieje.
     Pasek znów zaświszczał, raz, drugi, trzeci. Potworny ból nagle zmalał, skurczył się i odpłynął, i wreszcie nie było już nic.

Czarno odziana postać pochyliła się nad leżącą prostytutką i na widok zmasakrowanej twarzy jej usta wykrzywił grymas złośliwego triumfu. Wyprostowała się, robiąc krok w tył, potem następny. Nagle wzięła zamach i z całej siły kopnęła ciało.
     – Masz, ty kurwo – mruknęła, znów kopiąc leżącą. – Nikt nie będzie kalać imienia mojej matki. Jeśli to się powtórzy, zabiję. Od teraz ja jestem Liskiem i zniszczę wszystkich, którzy staną mi na drodze.
     Sięgnęła do przepastnej kieszeni bluzy, wyjęła małą plastikową zabawkę i rzuciła ją obok ciała, po czym spokojnymi ruchami wsunęła pasek w szlufki spodni i oddaliła się w stronę kiepsko oświetlonej ulicy.

sobota, 24 marca 2018

Czarna książka. Zostać mistrzem - Joanna Krystyna Radosz



Czarna książka. Zostać mistrzem

Wydawnictwo: Inicjatywa Literacka Imperium 

Rok wydania: 2018


 
Czarna książka. Zostać mistrzem” to druga część antologii żużlowej Joanny Krystyny Radosz i zarazem moje czwarte spotkanie ze stworzonym przez autorkę uniwersum.
Nieopublikowane dotychczas „Bezdroża publiczne” i „Szkoła wyprzedzania” nieodwołalnie skradły moje serce. Później pojawiła się możliwość najpierw czytania testowego, a następnie zrecenzowania pierwszej „Czarnej książki” i była to prawdziwa przyjemność. Jak wielka, świadczy o tym fakt, że od listopada zdążyłam już dwukrotnie wrócić do tej książki.
     Bardzo ucieszyła mnie informacja, że „Czarna książka” będzie miała kontynuację, i z niecierpliwością czekałam na tekst, nawet gdyby miała być robocza, najeżona błędami wersja. Wreszcie się doczekałam i mogłam zasiąść do czytelniczej uczty.

Jedenaście opowieści, a w nich znacznie więcej niż jedenaście problemów, z którymi przyszło się borykać doskonale wykreowanym przez autorkę bohaterom.
     Żużlowe uniwersum, egzotyczne dla przeciętnego czytelnika, tak jak w poprzedniej części jest właściwie tylko tłem, na którym rozgrywają się ludzkie losy. Miłość i przyjaźń, niesnaski i kłótnie, poczucie winy i wyrzuty sumienia, śmierć i nadzieja, a wszystko to pokryte czarnym pyłem, wdychanym wraz z zapachem metanolu.
      Najchętniej opisałabym dokładnie każde z jedenastu opowiadań, dzieląc się niezapomnianymi wrażeniami, ale wówczas powstałaby recenzja niewiele krótsza od samej książki. Ograniczę się więc do fragmentów, moim zdaniem najbardziej oddających pisarski kunszt autorki.
     Joanna Radosz jest mistrzynią w przedstawianiu ogromu dramaturgii za pomocą kilku zaledwie słów. 
 
Ale w którymś momencie pachnącą łąkę zastąpiło szpitalne łóżko, a niebo dostrzegałaś już tylko poprzez brudną okienną szybę. ”

Zamiast kwiecistych i bardzo często nużących opisów serwuje nam zwięzłą, niekiedy niemal suchą relację, przez co w dwójnasób zwiększa napięcie, trafiając prosto w serce i duszę. Nawet zwykłe codzienne emocje w jej opowiadaniach nabierają niezwykłego znaczenia, stając się ważne na równi z tymi większymi, bardziej tragicznymi.
     Może właśnie dlatego największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie mówiące nie o śmierci bliskiej osoby czy o zawiedzionych nadziejach na mistrzowski tytuł, lecz opowieść o kibicach i mediach, i o szantażu emocjonalnym wywieranym przez nich na zawodnikach.

To wy, wy-dziennikarze, wy-kibole, doprowadziliście go na skraj. To wy mu wmówiliście, że musi ryzykować życiem, żeby udowodnić, że nie został mistrzem przez przypadek. To wasza wina.”

Lud żąda igrzysk, więc przedstawienie musi trwać. Ale czy naprawdę takim kosztem? Czy wśród stadionowego gwaru, błysku fleszy i warkotu skręcających w lewo motocykli tak trudno dostrzec w żużlowcach ludzi?
    Autorka bezbłędnie wychwyciła sedno problemu, z którym zmagają się wszyscy sportowcy, i nie tylko oni, lecz wszyscy ci, którzy odnieśli jakiś sukces. Tłuszcza żąda zwycięstw i nie jest ważne, jakim kosztem zostaną osiągnięte. Ci sami, którzy wczoraj nosili na rękach zwycięzcę, licząc, że jakaś część nimbu sławy spadnie i na nich, dziś gotowi są zlinczować przegranego, bo nie spełnił ich oczekiwań i ośmielił się ustąpić pola. A wokół tego wszystkiego kręcą się dziennikarze do tego stopnia zdeterminowani chęcią opisania sensacji, że gdzieś tam po drodze zapomnieli, iż za każdym tematem kryje się człowiek. Żywy, czujący, niejednokrotnie nieszczęśliwy. 

Mało wam, skurwiele, że zabiliście Davey’ego, teraz jeszcze chcecie złamać życie Artiomowi, który znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Zgnoicie go dla oglądalności i klikalności, bo tylko na tym wam zależy.”

Czarna książka. Zostać mistrzem” to nie tylko żużlowe uniwersum, lecz prawdziwe studium ludzkich charakterów. Każde opowiadanie wzbudza inne emocje, wywołując raz uśmiech, raz łzy, lecz wszystkie jednakowo zapadają głęboko w duszę. Tu nie ma miejsca na obojętność czy nudę. Tu są łzy, jest gniew i radość. Gwarantuję, że jeszcze długo po odłożeniu tej książki, będziecie wracać do niej pamięcią.

 


Za egzemplarz książki dziękuję autorce. 


czwartek, 22 marca 2018

A gdyby tak… - Sylwia Trojanowska



A gdyby tak...

 

Autor: Sylwia Trojanowska



Wydawnictwo: Czwarta strona

Rok wydania: 2018 


 
A gdy się zejdą, raz i drugi,
kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
co zrobić, co zrobić z tą miłością.
1

Podczas czytania cały czas tkwiła mi w głowie ta piosenka, postanowiłam więc umieścić jej fragment na początku mojej opowieści o najnowszej książce Sylwii Trojanowskiej.

Zuzanna i Aleksander to właśnie ludzie po przejściach, z przeszłością niebyt szczęśliwą, niosącą bagaż niedobrych wspomnień. Kiedyś już się spotkali. Wiele lat temu połączył ich krótki epizod, w gruncie rzeczy całkiem niewinny, ale rozpalający zmysły do tego stopnia, że nawet upływ czasu nie zatarł go w pamięci. Teraz otrzymali od losu drugą szansę. Ale czy naprawdę jest to szansa, czy tylko przewrotny chichot losu?

Zuzanna jest zdeklarowaną singielką. Po rozwodzie podchodzi do mężczyzn z nieufnością i nie zamierza angażować się w żaden poważny związek. Wmawia sobie, że jedyne, co ją interesuje, to sporadyczne spotkania na niezobowiązujący seks, bez deklaracji czy snucia wspólnych planów.

Grzegorz to jest bezpieczna wymówka dla ciebie, nic więcej. Masz ochotę na seks, to się z nim umawiasz, a jak nie masz, to nawet nie odbierasz od niego telefonu.

Gdy na swej drodze spotyka Aleksandra, jest przerażona. Nie dość, że wróciły wspomnienia tamtych spędzonych wspólnie chwil, to jeszcze okazało się, że wystarczyła zaledwie iskra, by uczucie zapłonęło od nowa. A ona przecież wcale nie planowała pożarów czy fajerwerków, chciała jedynie ledwie tlącego się żaru, który nigdy nie powinien rozgorzeć płomieniem. Co zrobić z tą miłością?

Słowo „miłość” przeraziło ją. Grzmiało w jej głowie niczym najsroższe przekleństwo, którego nikt nie śmiał na głos wymówić. Tak bardzo się przed tym broniła i tak mocno ją teraz czuła w sobie, w każdej, najmniejszej komórce swojego ciała.

Aleksander natomiast nie ma takich dylematów. On doskonale wie, czego chce. Chce Zuzanny i gotów jest zapłacić za to każdą cenę. Nagle przestały interesować go inne kobiety, obrzydły przypadkowe podrywy i dziewczyny na jedną noc. Liczy się tylko ta jedna, z której kiedyś niebacznie zrezygnował.

Jesteś dla mnie najważniejsza. Każdy dzień, każda chwila, każda była dziewczyna przekonują mnie o tym, że chcę być tylko z tobą.

Dla Zuzanny wielkim wsparciem jest Alina. Starszej o dekadę przyjaciółki życie także nie rozpieszczało, ale własne problemy nie pozbawiły jej zdolności współodczuwania, nauczyły za to zrozumienia dla ludzkich słabości.
    Tu niski ukłon w stronę autorki za jej umiejętność przedstawienia przyjaźni bez cukierkowego lukru i wszelkich sztuczności. Postać Aliny i relacje między dwiema kobietami są wykreowane tak naturalnie, że aż żal, że to tylko fikcja literacka i że nie mam szansy na wypicie kawy z Aliną i Zuzką.
   Zdroworozsądkowe podejście Aliny do życia niejednokrotnie pomaga Zuzannie zaprzestać życiowego dryfu, naprowadzając na właściwy kurs.

Jak możesz coś zmienić, zmień to. Jak nie możesz, zaakceptuj albo zakończ.
Nie chcę zakończyć, ja go kocham… Nawet nie wiesz, jak beznadziejnie mocno go kocham, jak małolata, jak szczeniara, która nigdy z facetem nie była.
Więc nie kończ, tylko go zrozum. Usłyszał coś, co zburzyło jego układankę. Jeśli jemu na tobie zależy, poskłada ją na nowo. Daj mu tylko czas. Jeśli to jest coś prawdziwego, znajdziecie rozwiązanie.

Zakończenie książki rozerwało mi serce na pół, nie tego bowiem się spodziewałam, i gdyby nie ostatnie dwa rozdziały, mogłoby dojść do nieszczęścia, gdyż miałam szczery zamiar rozszarpać autorkę na całkiem maluśkie kawałeczki. A byłoby szkoda, ponieważ widzę w niej autorkę prawdziwych bestsellerów.
    Czytałam poprzednie książki Sylwii i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy przy lekturze „A gdyby tak…”, to niesamowity progres autorki w doskonaleniu warsztatu. Cykl „Szkoła latania” był dobry i czytało się go świetnie, ale ta książka góruje nad nim pod każdym względem. Lepszy jest nie tylko styl, fabularnie również najnowsza powieść jest dojrzalsza i bardziej dopracowana.
    Sylwia nie bała się poruszyć tu ważkich problemów, takich jak przyjaźń, zdrada, niemożność urodzenia dziecka czy uczucie, które nigdy nie powinno było się pojawić. Wszystkie te ważne i niełatwe kwestie, na których opisach poległo już wielu autorów, poruszone tu zostały w sposób niebanalny, a przy tym naturalny, niesprawiający wrażenia sztucznego rozdmuchiwania kłopotów, co wcale nie jest łatwe przy tworzeniu fabuły. Jako osoba również parająca się pisaniem, wiem coś o tym, tym bardziej więc doceniam kunszt autorki.
    Na uwagę zasługuje również okładka, delikatna i nastrojowa, zachęcająca do odkrywania z kart książki, o czym myśli ta pogrążona w zadumie dziewczyna wsłuchana w zapach białego bzu.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce oraz wydawnictwu Czwarta Strona.




1Czy te oczy mogą kłamać - Agnieszka Osiecka