Otulone ciemnością

Otulone ciemnością

Wiślański Cykl (tom 3)


Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 18 października 2016

Biały atłas okrywający ciało, świeca w dłoniach i tajemnicze rysunki pozostawiane przy zwłokach to znaki rozpoznawcze Całunnika. Wszystkie tropy wiodą ku tej samej osobie. Aleksander Podżorski dla jednych jest gangsterem, dla drugich niemal świętym. Który wizerunek okaże się prawdziwy?
Komisarz Benita Herrera nie ma łatwego zadania, musi bowiem zachować bezstronność i chłodny umysł, podczas gdy serce wyrywa się do mężczyzny, który znajduje się na czołowym miejscu listy podejrzanych. Dodatkowo śledztwo utrudnia zazdrość jednego ze współpracowników, a sprawie nie pomaga fakt, że jedyne, co łączy ofiary, to osoba byłego gangstera.
Gdy w Wiśle zostają znalezione podobnie upozowane zwłoki młodej kobiety, Benita łączy swe siły z nadkomisarzem Konradem Procnerem, który miewał już do czynienia z seryjnymi zabójcami.
Policyjny zespół śledczych znajdują sprawcę zabójstw, a wtedy objawia im się prawda rodem z najgorszego koszmaru.

    „Świtało. Paweł Pilch zwinnie przemykał pomiędzy drzewami w stronę upatrzonego miejsca. Co rusz gałęzie zahaczały o przewieszoną przez plecy wędkę, a nogi ślizgały się po porośniętym trawą gruncie. Zejście nad zaporę w tym akurat miejscu nie było łatwe, ale właśnie dlatego je wybrał.
    Miał zamiar złowić kilka pstrągów i nie chciał, by ktoś go zauważył. Już dawno odkrył, że po pokonaniu stromizny znajdzie się na prawie płaskim brzegu, w miejscu, gdzie podwodne prądy od lat stopniowo podmywały grunt, by wreszcie zabrać go, pozostawiając po nim wąską zatoczkę.
   Niewielka dolinka, otoczona gęstymi zaroślami, była ze wszystkich stron doskonale ukryta przed niepowołanymi spojrzeniami. Wąziutki przesmyk prowadzący do wody w zupełności wystarczał do zarzucenia wędki.
   Dochodząc do celu, zauważył w prześwicie między gałęziami jakiś kształt, leżący na trawie. Im bliżej podchodził, tym bardziej zwalniał kroku. Jeszcze się łudził, jeszcze udawał przed samym sobą, że to tylko jakaś szmata, może zapomniany przez wczasowiczów koc lub ręcznik. Ale już wiedział, że tam w dole leży człowiek, a czerwona plama na śnieżnobiałej tkaninie to krew. Pokonał jeszcze kilka metrów i przystanął, z pewnej odległości przyglądając się nieruchomej postaci.
    Kobieta była młoda i bardzo ładna. Jasne włosy rozpostarte wokół głowy lśniły złotym blaskiem, na bladej twarzy zastygł wyraz zdziwienia. Biała, atłasowa tkanina zakrywała całe ciało, tylko wydobyte spod całunu ręce były złożone na piersi, a dłonie ściskały na wpół wypaloną świecę.”




   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz